Poranek w dżungli zaczął się bardzo poważnie.
A potem, jak to w dżungli bywa, zrobiło się trochę śmiesznie.
Lew Kuba stanął na polance w swoim czerwonym kapeluszu gimnastycznym. Kapelusz miał szerokie rondo, małe piórko i był tak lekki, że nie spadał nawet wtedy, gdy Kuba robił wielkie podskoki.
– Raz! Dwa! Ogon w prawo, grzywa w lewo! – ryknął.
Ogon poleciał w prawo, grzywa w lewo, a Kuba podskoczył tak wysoko, że spłoszył jaszczurkę wygrzewającą się na kamieniu.
– Gimnastyka to sprawa życia i grzywy! – ogłosił z dumą.
Obok Mysz Patrycja robiła dokładne skłony.
– Dziesięć, jedenaście, dwanaście… Idealnie – mruknęła i zapisała w dzienniku: „Poranna gimnastyka: dwanaście skłonów. Ważne dla sprawnej pracy detektywa.”
Żyrafa Zofia wykonała trzy spokojne skłony długą szyją.
Mrówkojad Alfred stał nieruchomo i wciągał powietrze. Miał najlepszy nos w całej dżungli i dobrze o tym wiedział.
– Czuję mokre liście, poranną rosę i… przygodę – powiedział.
– A może to tylko śniadanie? – zapytał Kuba.
– Śniadanie też bywa przygodą – odparł Alfred.
Z gałęzi na skraju polanki dobiegło wesołe nucenie. Ktoś miał dziś wyjątkowo dobry humor.
Po gimnastyce detektywi zjedli swoje ulubione ciasteczka. Kuba zdjął kapelusz gimnastyczny i założył brązowy kapelusz detektywistyczny z małą lupą przypiętą do wstążki.
– Biuro Detektywów Dżungli jest otwarte! – ogłosił. – Kto ma problem, niech podchodzi bez strachu.
Patrycja usiadła przy pniu, otworzyła dziennik i wyjęła lupę.
Pierwsza przyleciała Sowa Sylwia, rozczochrana i zmartwiona.
– Ktoś wyjął zakładki z Mądrej Księgi Dżungli! Nie mogę znaleźć rozdziału „Jak nie zaspać na nocne czuwanie”!
– Czy w twojej dziupli bywa przeciąg? – zapytała Zofia.
– Trochę… Mam trzy dziury w ścianach.
– Wiatr mógł porwać zakładki. Sprawdzimy to, gdy zakończymy pilniejszą sprawę.
Chwilę później na polankę wpadł Goryl Gustaw, ściskając liściasty beret.
– Ratunku! Ktoś poprzestawiał moje kapelusze! Podczas wielkiego występu założyłem kapelusz do spania. Publiczność zasnęła, zanim zdążyłem opowiedzieć pierwszy dowcip!
– Zbrodnia przeciw kapeluszom! – jęknął Kuba.
Patrycja zanotowała obie sprawy. A wtedy nad polanką rozległ się gwałtowny szum skrzydeł.
Wylądował Orzeł Oskar. Zwykle był dostojny, ale tym razem miał nastroszone pióra i oczy pełne strachu.
– Detektywi! Ktoś podmienił moje jajka na kamienie!
Zrobiło się cicho. Nawet Kuba przestał poprawiać kapelusz.
– Wczoraj w gnieździe leżały moje jajka. Dzisiaj są tam jakieś kamienie. A pisklęta mają wykluć się już za kilka dni!
Patrycja zapisała wielkimi literami: „Główna sprawa dnia: kto podmienił jajka Oskara na kamienie?”
– Operacja „Kamienny Psikus” rozpoczyna się natychmiast! – oświadczył Kuba.
Poszlaki na skale
Gniazdo Oskara leżało na szerokiej skalnej półce, tuż przy skraju gęstego lasu.
– Widzę dwa kamienie – powiedziała Zofia. – Leżą w samym środku gniazda, ułożone bardzo starannie, jakby ktoś bardzo uważał.
– Złośliwy sprawca nie układałby ich tak czule – zauważyła Patrycja i wdrapała się po głazach z lupą. – Są też ślady. Małe ślady: dwa pazurki z przodu i dwa z tyłu. To nie lew i nie orzeł.
– Całe szczęście – powiedział Kuba. – Moje ślady są dużo bardziej dostojne.
– Jest też cienka rysa w piasku – dodała Patrycja. – Ktoś musiał przeturlać po półce coś okrągłego. Ale po kilku krokach rysa znika.
Przesunęła lupę dalej.
– Spójrzcie. Dalej piasek jest wygładzony, jakby ktoś go zamiótł.
– I leży tu liściasta gałązka – zauważyła Zofia. – Wygląda, jakby posłużyła za miotłę.
Patrycja schowała gałązkę do drugiej koperty.
– Ślad się urywa. Nie wiemy, dokąd trafiły jajka. A tuż za skałą zaczyna się las, w którym są setki dziupli i kryjówek.
Alfred obwąchał ścieżkę.
– Czuję pióra Oskara, świeże błoto z jeziorka i jeszcze coś… zapach drzewnej dziupli.
Patrycja podniosła z krawędzi półki szare piórko w ciemne prążki i schowała je do koperty.
– Sprawca jest mały i był rano przy wodzie – podsumowała. – Kto mógł to zrobić? Bóbr Bruno, bo lubi kamienie. Wydra Weronika, bo jest nowa w krainie i nie zna jeszcze wszystkich zasad. I Sroka Sabina, bo zbiera wszystko, co leży na wierzchu.
– Podejrzenie to nie dowód – przypomniał Kuba.
– Dobrze powiedziane – pochwaliła go Patrycja. – Zanotuję, że powiedział to Lew Kuba.
Przesłuchania
Najpierw detektywi podeszli do gałęzi na skraju polanki, skąd wciąż dobiegało nucenie. Siedziała tam Kukułka Karolina i układała listki w małe kółko.
– Dzień dobry, Karolino! – zawołał Kuba. – Czy widziałaś dziś coś niezwykłego?
– Ja? – Karolina aż podskoczyła. – Nic a nic! Od świtu siedzę na tej gałęzi i śpiewam. Wiem tylko, że ktoś zrobił Oskarowi psikus i położył w jego gnieździe dwa kamienie zamiast jajek. Biedny Oskar! Ale kto to zrobił, nie mam pojęcia!
Patrycja podniosła głowę.
– Powiedziałaś psikus…?
– Eeee… No… tak mi się powiedziało… – odpowiedziała Karolina.
Patrycja nic nie odpowiedziała, ale w dzienniku postawiła mały znak zapytania.
– Dziękujemy.
I zanotowała jeszcze: „Karolina twierdzi, że od rana siedzi na gałęzi.”
– Na razie Karolina odpada – szepnęła do Kuby. – Jeśli naprawdę cały czas siedziała na tej gałęzi, nie mogła być na skale.
– Czyli nie jest podejrzana – ucieszył się Kuba.
Patrycja spojrzała jeszcze raz na Karolinę.
– Tak. Chyba że…
Ale nie dokończyła.
Bóbr Bruno naprawiał tamę nad rzeką.
– Od świtu nie ruszyłem się stąd – zapewnił. – Rzeka zabrała mi w nocy trzy kamienie, więc cały ranek dokładam nowe.
– Kamienie, tama i brak… świadków? – Kuba pokiwał głową z powagą. – Podejrzane.
– Mam świadków! – obruszył się Bruno. – Połowa rzeki widziała, jak pracuję.
Patrycja przyjrzała się jego łapom.
– Szerokie łapy, krótkie pazury. A za tobą w błocie ciągnie się szeroka bruzda od ogona.
– Na skale nie było takiej bruzdy – zauważyła Zofia. – Ani śladów tak dużych łap. Bruno odpada – zdecydowała Patrycja. – Zapytajcie Wydrę Weronikę. Rano kręciła się nad jeziorkiem.
Wydra Weronika bawiła się w płytkiej wodzie gładkim kamykiem.
– Cześć! Jestem tu dopiero od tygodnia i jeszcze uczę się zasad. Czy w dżungli nie wolno rzucać kamyków do wody?
– Wolno – uspokoiła ją Patrycja i spojrzała na jej łapy. – Masz błony między palcami. Ślady na skale były zupełnie inne.
– Za to coś widziałam. Rano nad jeziorkiem kręcił się mały ptak. Szukał wodnych robaczków i coś sobie nucił o jajkach i kamieniach. Ale woda wpadła mi do oczu i nie dostrzegłam, kto to.
Nad jeziorkiem zatoczyła koło Papuga Ala.
– Jajko tu, jajko tam, kamień tu, kamień tam!
– Ja też słyszałam tę piosenkę w koronach drzew! Tylko liści było tyle, że nie widziałam śpiewaka.
Zofia spojrzała z góry na strumień.
Sroka Sabina siedzi na skałce i układa kolekcję błyskotek. Od rana się stamtąd nie ruszyła.
Detektywi podeszli do skałki. Sabina akurat polerowała dziobem srebrny guzik.
– Och, detektywi! – zawołała. – Przyszliście obejrzeć moją kolekcję? Mam guzik, kapsel i szklaną kulkę!
– Przyszliśmy w sprawie jajek Oskara – powiedział Kuba.
– Jajek? – Sabina zrobiła wielkie oczy. – Ja zbieram tylko rzeczy, które się świecą. Jajka są ładne, ale nie błyszczą.
– Czy mogłabyś przejść po tym mokrym piasku? – poprosiła Patrycja. – To tylko na chwilę.
– Mokry piasek? – skrzywiła się Sabina. – Moje pióra nie lubią wody. Ale dla dobrej sprawy zrobię jeden spacer.
Przeszła po piasku, a Patrycja pochyliła się z lupą.
– Ślady sroki mają trzy pazurki z przodu i jeden z tyłu – stwierdziła. – Nasze były inne. Sroka też odpada.
– Czyli jestem czysta? – ucieszyła się Sabina. – Mogę wrócić do guzika?
– Możesz – roześmiał się Kuba.
– I dziękujemy za pomoc.
Coś nie gra
Detektywi usiedli na pniu. Patrycja rozłożyła dziennik.
– Mały ptak… Dwa pazurki z przodu i dwa z tyłu… Szare piórko w prążki… Zapach dziupli… Gałązka do zacierania śladów… Był rano nad jeziorkiem… Nucił o jajkach i kamieniach…
– I żaden z naszych podejrzanych do tego nie pasuje – westchnął Kuba.
– A jajek nie znajdziemy, bo ślad się urywa – dodał Alfred. – W lesie są setki dziupli. Nie sprawdzimy ich wszystkich.
Patrycja przewróciła kartkę.
– Dlatego musimy znaleźć sprawcę, a nie jajka. A jest jeszcze coś. Karolina powiedziała, że w gnieździe leżą dwa kamienie. Ale Oskar na polance powiedział tylko, że są tam kamienie, bez żadnej liczby. Ile ich jest, wiemy tylko my, bo widzieliśmy gniazdo.
– I ten, kto je tam położył – dodał cicho Kuba.
– To jeszcze niczego nie przesądza – powiedziała Patrycja. – Ale razem z piórkiem, śladami i gałązką robi się bardzo ciekawie. Wracamy do Karoliny.
– Zapach dziupli jest wszędzie, ale jajek nie czuję – dodał Alfred.
– Czyli się pomyliliśmy? – westchnął Kuba.
– Niekoniecznie – powiedziała Patrycja. – Jajka mogą być gdzie indziej. Chodźmy porozmawiać z Karoliną.
Prawda
Karolina wciąż siedziała na swojej gałęzi.
– Karolino, mówiłaś, że od rana siedzisz właśnie tu – zaczęła Patrycja.
– Tak! – odpowiedziała szybko Kukułka. – Cały czas!
– Ale Weronika widziała małego ptaka nad jeziorkiem. A na skale znaleźliśmy ślady z dwoma pazurkami z przodu i dwoma z tyłu. Spójrz na swoje łapki.
Karolina schowała łapki pod brzuszek. Na jednej widać było kilka zaschniętych kropel błota.
– A to piórko…
– Patrycja wyjęła z koperty szare piórko w ciemne prążki i przyłożyła je do skrzydła Karoliny. – Ma dokładnie taki sam wzór.
– Ta gałązka, którą ktoś zacierał ślady na skale, ma takie same liście jak drzewo, na którym siedzisz – dodała Zofia.
– Ja tego nie… – zaczęła Karolina.
– I jeszcze jedno – przerwała jej łagodnie Patrycja. – Powiedziałaś, że w gnieździe Oskara leżą dwa kamienie. Oskar mówił nam tylko o kamieniach. Skąd wiedziałaś, że dokładnie dwa?
Karolina długo milczała. Pióra jej się zjeżyły, a dziób opadł.
– To ja – wyszeptała.
Oskar, który nadleciał za detektywami, prawie zatrzymał się w powietrzu.
– To miał być tylko psikus – mówiła Karolina. – Kiedyś widziałam, jak śmiałeś się, gdy znalazłeś w gnieździe kamień zamiast patyka. Pomyślałam, że zamiana jajek na kamienie też cię rozbawi. Przeturlałam je po półce, a potem po mchu do powalonego pnia na skraju lasu i schowałam w jego starej, opuszczonej dziupli, pod liśćmi. Ślady zamiotłam gałązką z mojego drzewa. Pomyślałam, że nikt tam nie zajrzy.
– A potem? – zapytał Kuba.
– Potem zobaczyłam, jak bardzo się przestraszyłeś, i strasznie się zawstydziłam. Kukułki nie mają własnych gniazd i nie umieją opiekować się jajkami. Bałam się, że im będzie zimno. Chciałam je po cichu odnieść, zanim ktoś się zorientuje, tylko nie wiedziałam jak.
– Dlatego nie mogłaś się przyznać – powiedziała łagodnie Zofia.
– Bałam się, że wszyscy będą na mnie źli. A im dłużej milczałam, tym trudniej było mi to powiedzieć.
Jajka w dziupli
Karolina zaprowadziła ich na skraj lasu, do powalonego pnia. Pod warstwą liści kryła się stara dziupla. Patrycja ostrożnie zajrzała do środka.
– Dwa jajka. Całe, bez pęknięć! – zawołała.
Były ułożone na miękkim mchu, w suchym i ciepłym miejscu. Karolina, choć sama nie wiedziała, jak się opiekuje jajkami, bardzo starała się, żeby im nic nie groziło.
Alfred przyłożył nos do wejścia.
– Pachną piórami Oskara i skałą. To na pewno one.
Oskar ostrożnie zaniósł jedno jajko do gniazda, a potem wrócił po drugie. Kuba stał na dole i bardzo chciał pomóc.
– Mogę podskoczyć i podać je Oskarowi! – zaproponował.
– Dziś nie ma żadnych skoków – powiedział stanowczo Alfred.
– Rozumiem – westchnął Kuba. – Dziś odwaga polega na tym, żeby uważać.
Gdy Patrycja zajrzała jeszcze raz do dziupli, zauważyła w kącie coś jeszcze: stos zakładek i liściasty beret.
– Zakładki Sowy Sylwii! – zawołała. – I kapelusz Goryla Gustawa!
Karolina schowała dziób pod skrzydło.
– To też ja. Myślałam, że będzie zabawnie.
– To znaczy, że rozwiązaliśmy trzy sprawy naraz – powiedział Kuba. – Rekord detektywistyczny!
– Zwykle kukułki podrzucają własne jajka do cudzych gniazd – zauważyła Ala. – A Karolina zrobiła odwrotnie i zabrała cudze!
– Wszystko do góry nogami – zaśmiał się Kuba.
Wieczorem Karolina oddała zakładki Sowie Sylwii i przeprosiła Gustawa. Potem poleciała do Oskara.
– Przepraszam. Chciałam, żeby było śmiesznie, a sprawiłam, że się bałeś.
– Dziękuję, że to powiedziałaś – odparł Oskar. – Przyznać się nie zawsze jest łatwo.
– Od dziś przed każdym żartem zadam sobie jedno pytanie – obiecała Karolina. – Czy ktoś może się przez to przestraszyć albo zasmucić? Jeśli tak, nie będzie żartu.
Patrycja zapisała w dzienniku: „Sprawa zamknięta. Sprawca: Kukułka Karolina.
Najważniejsza nauka: żart jest zabawny tylko wtedy, gdy nikt się nie boi.”
– I jeszcze jedno – zawsze sprawdzamy wszystkie tropy. – dodał Alfred
Kuba zdjął kapelusz detektywistyczny i założył granatowy kapelusz gawędziarski.
– Sprawa rozwiązana! – ogłosił. – Pora na czillowanko.
Wskoczyli na swoje wiszące leżaczki i rozpoczęli zasłużony odpoczynek.
📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!
🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.
