W poprzednim odcinku do Zwierząt Detektywów przybyli Panda Radzio i Gepard Szymon z Krainy Przyjaźni. Opowiedzieli o coraz większym cieple, a detektywi wyruszyli z nimi przez portal, żeby zbadać tropy i pomóc w tej tajemniczej sprawie.
Zaraz za portalem buchnęła w nich fala żaru. Powietrze było ciężkie i duszne, niczym w środku nagrzanej szklarni.
– Uff… Czuję się, jakby ktoś wstawił nas do piekarnika i zapomniał go wyłączyć – skomentował Kuba, poprawiając kapelusz.
Przed nimi rozciągała się Kraina Przyjaźni. W oddali widać było góry lodowe z kolorowymi smugami truskawki, arbuza i karmelu oraz jasne pasy wodospadów z lemoniady. Między drzewami uwijały się zwierzęta, ale wiele wachlowało się gałązkami albo szukało cienia.
Alfred wciągnął powietrze przez długi nos – raz, drugi, trzeci.
– Jest tu coś dziwnego – stwierdził. – To nie tylko zwykłe ciepło od słońca.
Patrycja skinęła głową.
– Zanotowane. Trop zapachowy numer jeden.
Radzio spojrzał na swoją krainę.
– Witajcie w Krainie Przyjaźni – powiedział cicho. – Proszę, pomóżcie nam wszystko naprawić.
Góry lodowe i wodospady
Najpierw ruszyli w stronę gór lodowych. Z bliska wyglądały jak ogromne, kolorowe góry z gałek lodów. Nad ich powierzchnią unosił się słodki zapach owoców i karmelu.
– Kiedyś to było najchłodniejsze miejsce w całej krainie – opowiadał Radzio. – Wystarczyło podejść, żeby od razu się schłodzić.
Patrycja dotknęła lodu końcówką łapki.
– Lody są dalej zimne i pyszne – oceniła. – Ale powietrze wokół nich jest cieplejsze niż powinno. Trochę jak lody zostawione na słońcu.
Kuba nie wytrzymał.
– Dla dobra śledztwa muszę spróbować – oświadczył poważnie.
Dostał małą gałkę lodu o smaku słonego karmelu.
– Ale pyszne! – przyznał po pierwszym kęsie. – Zgadzam się z Patrycją. Tu powinno być chłodniej.
Z gór zeszli w stronę wodospadów z lemoniady. Złocista lemoniada spadała do przejrzystych basenów; w powietrzu unosił się cytrynowy zapach, a przy wodzie nie było ani jednej osy.
Mała panda podała Alfredowi kubek.
– Proszę, to nasza lemoniada bez cukru.
Alfred zanurzył łapę w wodzie.
– Dobra – stwierdził. – Ale woda nie chłodzi tak jak dawniej. Jest jak letnia herbata.
– Kiedyś wystarczyło postać tu chwilę, żeby przestać się pocić – dodała panda. – Teraz wszyscy mówią, że nawet przy wodospadach jest za gorąco.
Patrycja zapisała w notesie:
– „Góry lodowe i wodospady: wciąż pyszne, ale nie chłodzą krainy”.
– Czyli problem jest wszędzie – podsumował Kuba. – Nie tylko w jednym miejscu.
Z daleka słychać było wesołe miasteczko: muzykę, śmiech i ciche stuknięcia kolejki. Na razie tylko rzucili tam okiem.
– Tam też pójdziemy – zapowiedziała Patrycja. – Ale najpierw nasze dwa tropy z Mądrej Księgi.
Słońce i kołderka
Na szerokiej polanie Alfred i Zofia rozstawili przenośne obserwatorium. Szymon podał im zeszyt z trzema latami pomiarów.
– Temperatura rośnie od roku – przypomniał. – Zawsze mierzę o tej samej porze.
– Sprawdzimy, czy słońce świeci mocniej niż dawniej – wyjaśniła Zofia.
Przez chwilę panowała cisza. Alfred patrzył na przyrządy, Zofia porównywała pomiary, Szymon nerwowo ruszał ogonem.
W końcu Alfred odsunął się od obserwatorium.
– Słońce grzeje tak samo jak rok temu – oznajmił. – To nie słońce jest winne.
– Czyli coś zmieniło się w niewidzialnej kołderce – przypomniała Zofia. – Tak jak pisała Mądra Księga.
Patrycja rozłożyła przed sobą mapę i stare obrazki krainy. Na dawnych ilustracjach kołderka nad Krainą Przyjaźni była jasna i cienka. Na nowszych rysunkach i w zapiskach Szymona widać było, że nad jedną częścią krainy jest jakby cięższa.
– Zobaczcie – wskazała Patrycja palcem. – Tu jest normalna, cienka kołderka. A tu, nad tą stroną krainy, wygląda na grubszą.
Radzio zastanowił się chwilę.
– Najbardziej duszno jest zawsze od tej strony – przyznał. – Od wesołego miasteczka.
Szymon zajrzał do zeszytu.
– W pomiarach też widać, że najgoręcej jest tam – dodał. – Dokładnie od mniej więcej roku.
Patrycja zanotowała dużymi literami:
– „Najgorętsze miejsce – okolice wesołego miasteczka”.
Kuba spojrzał na nią z uznaniem.
– To brzmi bardzo jak zagadka – powiedział. – I bardzo jak odpowiedź.
Krótkie rozmowy – ten sam trop
Zanim ruszyli dalej, zapytali jeszcze kilku mieszkańców.
Przy rzece ryba wynurzyła głowę.
– Najbardziej się męczę, kiedy płynę pod wesołe miasteczko – opowiedziała. – Tam woda jest najcieplejsza.
Na ścieżce spotkali małego zajączka z kubkiem lemoniady.
– Często chodzę tam po hotdogi. Zawsze mam wrażenie, że powietrze jest gorętsze – przyznał. – Myślałem, że to przez to, że jem za szybko.
Patrycja zamknęła notes.
– Ciepło, kołderka, woda, głosy mieszkańców – wszystko wskazuje ten sam rejon.
– W takim razie – czas na nos – uznał Alfred.
Trop zapachu
Alfred stanął na przedzie. Wciągnął powietrze.
– Tu jeszcze słabo – ocenił, idąc wzdłuż ścieżki. – Tu trochę mocniej. A tu…
Zatrzymał się i odetchnął głęboko.
– Tu naprawdę mocno. Jesteśmy blisko źródła tego dziwnego zapachu.
Za następnym zakrętem zaczynało się wesołe miasteczko. Koło młyńskie obracało się nad drzewami, rollercoastery pędziły po torach, a muzyka mieszała się ze śmiechem. Ale detektywi skupili się na jednej rzeczy: cienkim dymku unoszącym się nad budką z hotdogami.
– To nie jest wielka chmura – zauważył Kuba. – Taki zwykły, kuchenny dymek.
– Kuchenny dymek też może coś znaczyć – mruknął Alfred. – Zwłaszcza jeśli pojawił się rok temu.
Przy budce kolejka wiła się jak kolorowy wąż. Pan Parówkojad kręcił się za ladą, nakładał sosy, podgrzewał bułki. Jego piec lekko syczał i pachniał przypieczonym serem oraz warzywami.
– Ten piec mam od dawna – pochwalił się, gdy zobaczył gości. – Co jakiś czas go ulepszam, bo pojawiają się nowe rozwiązania. Rok temu dostałem do niego nowy wynalazek od firmy „Szymon i Spółka”. Teraz hotdogi robią się szybciej, a od tamtej pory piec pracuje od rana do wieczora każdego dnia.
– Od firmy „Szymon i Spółka”? – powtórzyła Patrycja, unosząc brwi.
Kuba spojrzał na Szymona.
– Szymon, wiesz coś o tym?
– Nie mam pojęcia – odparł Gepard.
Pan Parówkojad wskazał łapą na małą tabliczkę przy piecu.
Patrycja pochyliła się i przeczytała:
– „Szakal Szymon i Spółka”.
– Czyli to tylko zbieżność imion – stwierdziła.
Kuba pokręcił głową.
– Szakal Szymon bywa chyba w różnych krainach… nawet w snach Kuby. Widocznie nadal prowadzi jakieś niejasne interesy i potrafi namieszać.
– Czyli to było rok temu i piec pracuje bez przerwy? – zapytała Patrycja.
Szymon otworzył zeszyt na odpowiedniej stronie.
– Tu właśnie zaczynają rosnąć temperatury. Wcześniej były prawie stałe.
Parówkojad wzruszył łapami.
Dopiero teraz detektywi zauważyli, że z tyłu budki, za kolorowymi chorągiewkami, biegnie długa rura. Wspinała się wysoko, ponad drzewa, aż tam, gdzie kołderka nad krainą wydawała się ciemniejsza.
– Mały dymek na dole, duża rura do góry – podsumowała Patrycja. – Nawet mały dym, jeśli codziennie trafia do kołderki, z czasem robi ją coraz grubszą.
Parówkojad otworzył szeroko oczy.
– Naprawdę? Nie miałem pojęcia. Myślałem, że dym po prostu znika.
– Nic nie znika – odparł Alfred. – Zmienia miejsce. Twój dym pomagał robić tę kołderkę coraz grubszą.
Kuba spojrzał na kolejkę.
– Zadowoleni z hotdogów, zmęczeni z powodu upału – stwierdził. – To nie jest najlepszy układ.
Problem i pomysł
– Jeśli wyłączę ten specjalny podgrzewacz, nie nadążę z hotdogami – martwił się Parówkojad. – Kolejka będzie ciągnęła się przez całą krainę. A jak wszyscy będą głodni, to też nie będzie dobrze.
– Czyli potrzebujemy pieca bez dymu – powiedziała Patrycja. – Tak jak wodospady z lemoniady są bez cukru, a dalej dobre.
Na chwilę zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na Szymona. Gepard poprawił zeszyt pod pachą.
– Skoro słońce grzeje tak samo – mruknął – to może da się użyć jego ciepła prosto do pieca. Bez ognia, bez komina.
– Piec na słońce? – zdziwił się Kuba. – Brzmi bardzo pomysłowo.
– Albo jak bardzo ciekawy eksperyment – odpowiedziała Patrycja.
Szymon majsterkuje
Szymon pobiegł do swojego małego laboratorium przy wesołym miasteczku. Radzio poszedł z nim, niosąc zeszyt. Detektywi zostali na zewnątrz, pilnując kolejki i uspokajając mieszkańców.
– Spokojnie – mówił Kuba. – Hotdogi nadal będą. Zmieniamy tylko sposób ich pieczenia.
W środku laboratorium Szymon rozłożył kartki z rysunkami.
– Jeśli kołderka nad krainą ma być lżejsza – tłumaczył Radziowi – piec musi przestać dymić. A słońce już daje ciepło. Trzeba je tylko złapać.
Zbudował pierwszą wersję pieca: metalową skrzynkę z lustrem na górze. Pierwszy hotdog wyszedł prawie zimny.
– Za mało słońca – stwierdził.
Przesunął lustro, dodał dwa kolejne, ustawione jak skrzydła.
Drugi hotdog był gorący, ale nie przypalony.
– To już lepsze – ocenił Radzio. – Pachnie trochę inaczej, ale równie smacznie.
Po kilku poprawkach Szymon zawołał resztę.
– Zbudowałem piec zasilany słońcem – wyjaśnił. – Nie potrzebuje dopalacza. Łapie ciepło z góry i przekazuje je do środka, bez dymu.
– Czyli słońce gotuje hotdogi? – upewniła się Ala.
– Dokładnie tak – uśmiechnął się Szymon.
Testy bez dymu
Pan Parówkojad włożył do nowego pieca pierwsze hotdogi. Słońce świeciło, lustra błyszczały. Po chwili wyjął hotdoga z serem.
Mała panda z kolejki spróbowała.
– Pyszny! – zawołała. – Smakuje trochę inaczej, ale ja lubię obie wersje.
Zajączek wziął warzywnego hotdoga.
– Też bardzo dobry – przyznał. – A powietrze jakby lżejsze.
Alfred wciągnął powietrze.
– Pachnie czysto – powiedział. – Trop zapachowy numer jeden znika.
Parówkojad spojrzał na niebo.
– To niesamowite. Słońce jest za darmo, a hotdogi dalej są pyszne. I nie pogrubiam już kołderki.
– Dokładnie o to chodzi – ucieszyła się Patrycja.
Pożegnanie i list
Wieczorem zebrały się na polanie zwierzęta z całej Krainy Przyjaźni. Ciepło wciąż było, ale już nie tak ciężkie. Radzio patrzył na góry lodowe, wodospady z lemoniady i wesołe miasteczko z nowym piecem.
– Dziękujemy – powiedział. – Bez was nie połączyłbym dopalacza, dymu i kołderki.
– Bez waszych zapisków też byłoby trudno – dodała Patrycja. – Wasze liczby były jak mapa.
Kuba poprawił kapelusz.
– Hotdogi zostały, dopalacz poszedł na emeryturę – podsumował. – To bardzo eleganckie zakończenie sprawy.
Portal zabłysnął złotym światłem. Zwierzęta Detektywi wrócili do swojej bazy nad jeziorem. Po powrocie wszyscy byli zmęczeni, ale zadowoleni.
Kilka miesięcy później przyszedł list. Patrycja otworzyła kopertę i przeczytała na głos.
– „Kochani Detektywi, kołderka naszej Krainy Przyjaźni znowu jest cienka i lekka. Temperatura wróciła do normy. Pan Parówkojad nadal robi hotdogi, ale teraz już bez dymu. Góry lodowe znowu przyjemnie chłodzą powietrze, a wodospady z lemoniady pomagają wszystkim się schłodzić. Dziękujemy. Radzio i Szymon.”
– Czasem nawet mała zmiana, powtarzana każdego dnia, potrafi zrobić wielką różnicę – powiedziała Patrycja.
Kuba uśmiechnął się szeroko.
– A teraz czas na prawdziwy odpoczynek i hotdogową ucztę. – Po czym otworzył małe pudełko, które trzymał od pewnego czasu w łapach.
– Dostałem to w prezencie od pana Parówkojada – hotdogi pieczone czystym słońcem.
Alfred pociągnął nosem.
– I to jest zagadka bardzo pachnąca hotdogami – zauważył.
📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!
🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.
