Wielki wyścig zbliżał się nieubłaganie. Był słoneczny wtorek, a zawody zaplanowano na sobotę. Większość zwierząt w lesie emocjonowała się tym wydarzeniem, bo był to jeden z najważniejszych turniejów sportowych w Krainie Zwierząt. Każdy chciał wziąć udział, ale nie wszyscy mieli odpowiednie umiejętności.
Poranek w dżungli zaczął się jak zwykle od wspólnej gimnastyki. Mysz pustynna Patrycja prowadziła ćwiczenia z energią i entuzjazmem.
– Raz, dwa, trzy! Łapki w górę! – komenderowała, podskakując zwinnie.
Lew Kuba w swoim ulubionym kapeluszu robił przysiady z dramatycznymi minami, jakby każdy ruch był wielkim wyczynem. Żyrafa Zofia z wdziękiem rozciągała swoją długą szyję, a Mrówkojad Alfred wykonywał specjalne ćwiczenia na wzmocnienie wzroku.
– Muszę mieć sokoli wzrok, żeby dokładnie widzieć, kto pierwszy przekroczy linię mety – tłumaczył, mrużąc oczy.
Po ćwiczeniach przyszedł czas na śniadanie. Każdy miał swój przysmak: Patrycja chrupała serowe ciasteczka, Zofia zajadała liście palmowe, Kuba delektował się stekiem, a Alfred mrówkowymi przysmakami.
W tym tygodniu zwierzęta ograniczyły poranne porady. Starały się przyjmować tylko najpilniejsze przypadki, bo cały czas poświęcały na przygotowania do wyścigu. Mysz Patrycja systematycznie ćwiczyła na jeziorze, doskonaląc nie tylko swoje mięśnie, ale także zwrotność deski. Podczas wyścigu mogły pojawić się nieprzewidziane przeszkody – na przykład hipopotam mógł się wynurzyć na środku toru i zablokować drogę. Trzeba było wtedy wykonać sprytny unik, żeby nie zderzyć się z innymi zawodnikami, a następnie pomknąć jak najszybciej do mety.
We wtorkowy poranek, po gimnastyce, zwierzęta usiadły do stołu z poradami. W tym dniu otrzymały dwa zgłoszenia, które były oznaczone jako pilne. Bramę otworzyła Żyrafa Zofia i na teren posiadłości wszedł Konik Polny.

– Witaj, Koniku! Cóż cię do nas sprowadza? Dość rzadko nas odwiedzasz. Zwykle widujemy cię na koncertach muzyki poważnej wieczorami na łące – powiedziała Zofia, schylając swoją długą szyję.
– Słuchajcie, zwierzęta, przepraszam, że zabieram wam czas. Wiem, że też przygotowujecie się do wyścigu, ale mam taki problem – zaczął Konik Polny. – Wczoraj intensywnie ćwiczyłem na desce. Odstawiłem ją do magazynku. Dokładnie zamknąłem. Dzisiaj przychodzę, otwieram magazyn, a mojej deski nie ma!
– To straszna tragedia! – powiedziała Patrycja, wyciągając swoje szkło powiększające. – Dlaczego ktoś mógł zabrać twoją deskę? Czy na pewno ją odstawiłeś do magazynku?
– Tak – odpowiedział Konik Polny. – Mam nagranie z mojej kamery. Deska została odstawiona, a ja zamknąłem zamek. Niestety, w nocy prawdopodobnie nie było prądu i nie mam nagrania z całego dnia. Być może ktoś wtedy zakradł się do magazynku i tę deskę ukradł.
– Bardzo dziwna sprawa – powiedziały zwierzęta. – Oczywiście wszystko notujemy i jak tylko skończymy porady, udamy się do twojego domu, aby zobaczyć, czy ktoś zostawił ślady.
– Dziękuję wam bardzo, będę czekał z niecierpliwością i postaram się nie zatrzeć żadnych śladów – powiedział Konik Polny i odskoczył w kierunku wyjścia.
Po drugą poradę przyszła Pani Mrówka.
– Słuchajcie, zwierzęta, mam ogromny problem – zaczęła Mrówka.
– Czyżby zniknęła twoja deska? – zapytał Alfred, zaskakując wszystkich swoją intuicją.
– No tak, skąd wiedziałeś? – zdziwiła się Mrówka.
– Przed chwilą był Konik Polny. Wygląda na to, że w waszej kategorii ktoś postanowił ukraść deski – wyjaśnił Alfred.
– Ale dlaczego? – zapytała Mrówka.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała Mrówka. – Wczoraj intensywnie ćwiczyłam, a następnie zostawiłam deskę tuż koło kopca mrówek. Nikt tam się nigdy nie kręci, bo ludzie obawiają się, że mrówki mogą ich ugryźć, chociaż my wcale nie gryziemy. Żadne zwierzęta też nie podchodzą, poza jednym.
– Oj, oj – powiedział Alfred. – Ja tylko czasami mam ochotę na ciasteczka mrówkowe, ale nie poluję już na mrówki.
– No tak, Mrówkojadzie, chciałam tylko tak zażartować – powiedziała Mrówka Marlena. – Niemniej, wracając do naszego tematu, zostawiłam deskę, a dzisiaj rano jej nie było. Nie wiem, czy są jakieś ślady, bo tak się spieszyłam, że nawet nie obejrzałam dokładnie terenu.
– Bardzo dziwna sytuacja – powiedziały zwierzęta. – Nie mamy więcej porad, więc od razu z tobą pójdziemy do mrowiska. Mysz pustynna i Mrówkojad pójdą do mrowiska, tymczasem Lew Kuba i Żyrafa Zofia pójdą do domu Konika Polnego sprawdzić, czy tam uda się zabezpieczyć jakieś ślady.
Po dotarciu na miejsce zwierzęta bardzo uważnie zaczęły przeglądać teren. Mrówkojad swoim nosem zaczął wąchać. Niestety, nie mógł zbyt długo tropić śladów, bo zapach mrówek od razu powodował u niego dużą ilość śliny. Miał ochotę na jakieś mrówki, ale oczywiście umowa zwierząt była taka, że nie wolno zjadać mrówek, które mieszkają w lesie zwierząt. Mrówkojad wyciągnął tylko przekąski mrówkowe, które miał w swojej kieszeni, i zaspokoił głód.

Na miejscu Mysz pustynna znalazła kilka śladów – były to okruszki biszkoptów. Bardzo dziwna sprawa! Okazało się, że Lew Kuba i Żyrafa Zofia w pobliżu domu Konika Polnego również odkryli okruszki biszkoptów.
– Cóż tu się wydarzyło? Kto jest amatorem biszkoptów? – zastanawiała się Patrycja. – Zwykle króliki jadają biszkopty, ale po co królikowi takie małe deski?
Zwierzęta wróciły do swojej zagrody i usiadły przy stole, aby przeanalizować sytuację.
– Nie ma żadnych śladów, czyli zwierzę albo stworzenie, które zabrało te deski, musiało być bardzo małe – powiedziała Patrycja. – Są okruszki biszkoptów, a więc musiało być amatorem ciasteczek. Poza tym Mrówkojad nie wyczuł żadnych zapachów, ale nie mógł zbyt dużo analizować śladów zapachowych ze względu na obecność mrówek przy mrowisku, które bardzo go kusiły.
– Czy mamy jeszcze jakieś wskazówki? – zapytała Patrycja.
Żyrafa Zofia odpowiedziała:
– Być może wskazówką będzie to, kto miał startować w kategorii najlżejszych zwierząt. Pomyślmy. Startowała tam Mrówka, Konik Polny, a oprócz nich kto jeszcze?
– Pszczoła i Biedronka – odpowiedział Lew Kuba. – Czy któraś z nich mogła chcieć zabrać deski?
– Odwiedźmy je – zaproponowała Patrycja.
Zwierzęta poszły najpierw do Pszczoły. Jej ul był na jednym z drzew wysoko w lesie, tak aby miś nie mógł do niego dostać. Zwierzęta stanęły pod drzewem, a Żyrafa wyciągnęła szyję.
– Pszczółko, pszczółko! Czy jesteś w domu? – zawołała.
Z dziupli wysunęła się głowa innej pszczoły.
– Nie, nie ma jej. Pszczoła jest na jeziorze i trenuje pływanie na desce.
– A czy wczoraj w nocy wychodziła gdzieś? – zapytał Lew.
– Nie, my pszczoły w nocy śpimy. Nie ruszamy się, bo nasza królowa od razu by nas skarciła.
– Wygląda na to, że to nie Pszczoła – stwierdziła Patrycja.
Zwierzęta poszły do domu Pani Biedronki.
– Halo, Pani Biedronko, jesteś w domu? – zapytała Żyrafa.
– Tak, jestem – odpowiedziała Biedronka.
– A co dzisiaj robisz?
– Odpoczywam, jestem taka zmęczona.
– A czym jesteś zmęczona? – dopytywała Patrycja.
– Oglądałam serial w telewizji przez całą noc – odpowiedziała Biedronka.
– A Biedronko, czy ty nie ćwiczysz przed sobotnim wyścigiem? – zapytał Alfred.
– Ćwiczyłam, ale mi się to znudziło. Zupełnie nie mogę pokonać najlepszego czasu i wygląda na to, że zajmę znowu ostatnie miejsce.
– Hmm – powiedziały zwierzęta. – No dobrze, Biedronko. W takim razie chcielibyśmy obejrzeć twoją deskę.
– Ale po co wam moja deska? – zdziwiła się Biedronka.
– Chcemy tylko sprawdzić, czy nie ma jakichś śladów z jeziora. Był w jeziorze jakiś barwnik i sprawdzamy, czy deski nie zostały pokolorowane – wyjaśnił Lew Kuba.
Biedronka jeszcze przez chwilę próbowała odmówić zwierzętom wejścia do swojego domku, ale po chwili powiedziała:
– No dobrze, możecie zajrzeć, tu jest moja deska.
Mysz pustynna przez lupę obejrzała deskę – była całkiem sucha. To oznaczało, że Biedronka w ogóle nie ćwiczyła. To już dało odpowiedni sygnał detektywom.
Lew Kuba zadał jeszcze tylko jedno pytanie:
– Biedronko, a co jadłaś wczoraj?
– Miałam paczkę biszkoptów od mojej kuzynki oraz kilka tabliczek czekolady.
– Biedronko, a czy możemy zobaczyć te biszkopty? – zapytała Patrycja.
– No nie za bardzo, bo już wszystkie zjadłam.
Zwierzęta wiedziały już, że Biedronka chyba nie mówi całej prawdy. Postanowiły więc zrobić zasadzkę.
– Dobrze, Biedronko, my wracamy do swojej bazy. Jeżeli zobaczyłabyś jakieś porzucone deski, to daj nam znać, bo kilku owadom z twojej grupy wyścigowej zniknął sprzęt przygotowany na zawody. Próbujemy znaleźć, kto mógł je uprowadzić – powiedziała Patrycja.
Zwierzęta oddaliły się od domu Biedronki, ale ukryły się w krzakach i obserwowały, co się dalej wydarzy. Zgodnie z przewidywaniem zobaczyły, że Biedronka wynosi deski ze swojego domku i próbuje je ukryć w krzakach. Właśnie wtedy Mysz pustynna wyskoczyła.
– Stój, Biedronko! Widzieliśmy, że wynosisz deski, które należą do innych owadów. Musisz je im oddać. Czy możesz się wytłumaczyć, dlaczego je zabrałaś?

– Ale mnie wytropiliście. Myślałam, że już poszliście do swojej bazy – westchnęła Biedronka. – W tamtym roku przegrałam. Dwa lata temu zajęłam drugie miejsce. W tym roku chciałam być pierwsza na podium. Dlatego stwierdziłam, że jeżeli inne zwierzęta i owady nie będą miały desek, to wtedy ja wygram, bo nie będę miała z kim się ścigać.
– Biedronko, ale to byłoby nieuczciwe – powiedział Lew Kuba.
– No tak, wiem. Bardzo mnie zdenerwowała sytuacja, że nie mogłam wygrać.
– Biedronko – powiedziała Mysz – żeby wygrać, trzeba bardzo dużo ćwiczyć. Inne zwierzęta pływały i ćwiczyły całymi tygodniami. Tymczasem ty objadałaś się ciasteczkami i czekoladą, nie ćwicząc w ogóle. Nie da się wygrać, nie ćwicząc intensywnie i systematycznie. Myślę, że sędzia dokona dyskwalifikacji i nie będziesz mogła wystartować w wyścigu. Ale jeżeli będziesz ćwiczyła, to w następnym roku masz dużą szansę na zajęcie miejsca na podium.
– Jeżeli chcesz, to możesz dołączyć do naszej drużyny – zaproponowała Patrycja. – Będziemy intensywnie ćwiczyć i pilnować, żebyś miała odpowiednią dietę i odpowiednie ćwiczenia.
– Dobrze, obiecuję, że już się poprawię. Nie będę startowała w tym wyścigu, ale chętnie pomogę i będę sędziowała razem z Mrówkojadem. W następnym roku postaram się tak dużo ćwiczyć, żeby móc wygrać zawody – obiecała Biedronka.
Zwierzęta oddały ukradziony deski Konikowi Polnemu oraz Mrówce i z niecierpliwością czekały na sobotę.
W sobotę od samego rana w dżungli był gwar. Wszystkie zwierzęta zmierzały nad jezioro. Mrówkojad Alfred miał przygotowany stoper oraz lornetkę, przez którą widział, kto pierwszy przekroczył linię mety. Lew Kuba miał przygotowany pistolet hukowy, którym wystartował każdą z czterech grup zwierząt. Biedronka pomagała Mrówkojadowi i obserwowała przebieg konkurencji. Miała już w głowie plan treningowy oraz sposób przygotowania do kolejnych zawodów. Mysz pustynna Patrycja natomiast ustawiła się na starcie, założyła słuchawki i w skupieniu słuchała muzyki, która miała pomóc jej skoncentrować się na wyścigu.

Wyścig w pierwszej grupie wygrał Konik Polny. Mrówka była tuż za nim, a Pszczoła była trzecia. Biedronce było trochę szkoda, bo sam udział w wyścigu był też fajnym wydarzeniem, ale niestety musiała ponieść konsekwencje swojego nieuczciwego czynu.
W kategorii małych zwierząt wygrała Mysz pustynna Patrycja. Była najszybsza – co prawda Królik był tuż za nią, ale w ostatniej chwili Mysz dokonała zwrotu deską, aby ominąć wynurzającego się hipopotama Horacego. Pierwsza dotarła na metę, podczas gdy deska Królika uderzyła w ciężko hipopotama, odbiła się i musiał nadrabiać ponownie kilka metrów wyścigu. Królik zajął drugie miejsce.
W trzeciej kategorii był remis – królik Karol i Lis Lucek przekroczyli linię mety w tej samej chwili, co bardzo dokładnie obserwował Alfred i biedronka.
W kategorii zwierząt największych wygrał jak zwykle tygrys. Miał najsilniejsze mięśnie i najwięcej wytrwale ćwiczył.
Zwierzęta otrzymały puchary i przekąski w ulubionych smakach. A po wyścigu zorganizowano wielką imprezę, na której zwierzęta mogły ze sobą porozmawiać i spróbować smakołyków z różnych stron świata. Impreza trwała prawie do rana. A ponieważ było bardzo ciepło, zwierzęta nie wracały do swoich domów, tylko ułożyły swoje śpiworki na łące i podziwiały poranne gwiazdy, po czym zasnęły słodkim snem, marząc o wyścigu w kolejnym roku.
Dobranoc.
