Zaginione maślane ciasteczka

Poranek

Poranek w dżungli zaczął się rześko. Słońce dopiero wspinało się nad jezioro, kiedy Lew Kuba już stał na plaży i bardzo powoli rozciągał łapy.

– Raz… dwa… iiii trzy… – odliczał, przechylając się na bok.

Na tarasie przed domkiem mysz pustynna Patrycja siedziała z Mrówkojadem Alfredem i popijała ciepłą herbatę.

– Myślisz, że Kubie znowu coś się śniło? – zapytała, patrząc w stronę plaży.

Alfred powąchał poranne powietrze.

– Możliwe – odpowiedział spokojnie. – Ale skoro stoi prosto i się rozciąga, to chyba nic strasznego.

Zeszli razem na piasek. Kuba właśnie robił skłon, jego kapelusz przekrzywił się na jedno ucho.

– Kubo – zagadnęła Patrycja – czy śniło ci się coś detektywistycznego?

Lew zastanowił się przez chwilę.

– Wiesz co… chyba te sny o pirackich rejsach sobie poszły – powiedział. – Coś mi się śniło, ale nie pamiętam. Chyba nic ważnego.

– Jak nie pamiętasz, to znaczy, że mózg sam uznał, że to nie był dowód w sprawie – stwierdził Alfred.

W tym momencie z domku wyszły Żyrafa Zofia i Papuga Ala.

– Czas na gimnastykę! – zawołała Zofia. – Sprawny detektyw to myślący detektyw!

Zrobili kilka prostych ćwiczeń: skłony, podskoki, wymachy łap i skrzydeł. Ala latała nad nimi w kółko, udając gwizdek trenera.

– Hop, hop, detektywi! Nie zasypiać na stojąco!

Po gimnastyce wszyscy zasiedli przy stole na tarasie. Na talerzykach leżały ich przysmaki, ale obok każdego obowiązkowo porcja warzyw.

– Marchewka… – westchnął Kuba, patrząc na pomarańczowe słupki.

– Witaminy – przypomniała Patrycja. – Bez witamin mózg chodzi jak stara hulajnoga bez kółek.

Kuba westchnął, ale zjadł marchewkę, po czym z radością zabrał się za swój stekowy przysmak.

Zanim zdążyli dopić herbatę, na poręczy werandy wylądowała Sójka Sonia, lekko zdyszana.

– Uff, doleciałam! Dzień dobry, detektywi!

– Widzę, że wieści przylatują szybko – uśmiechnął się Alfred. – Co się stało?

– Mieszkam na drzewie przy szkole – zaczęła Sonia. – Dziś rano siedziałam sobie na gałęzi, okno klasy było otwarte i słyszałam, jak dzieci rozmawiają na przerwie. Ktoś powiedział: „A maślane ciasteczka Oli to podobno zniknęły!” Dzieci się śmiały, ale ja pomyślałam – to brzmi poważnie. Więc od razu przyleciałam do was.

– Brzmi poważnie – stwierdziła Patrycja.

– Zdecydowanie – dodał Alfred. – Porządki wokół domku mogą poczekać. Rozczarowane dzieci nie.

– W drogę! – zarządziła Zofia. – Do szkoły!

Śledztwo w szkole

Po chwili cała ekipa jechała na rowerkach w stronę miasteczka. Przed szkołą zatrzymali się gwałtownie.

– Ojej… – mruknął Kuba.

Przed budynkiem leżały porozrzucane hulajnogi i rowerki – jedna na boku, druga na chodniku, trzecia oparta o płot.

– Jak można tak zostawić własny pojazd? – zdziwił się lew. – Ja swój rowerek zawsze opieram o drzewo.

Weszli do środka. Przy wejściu czekał Pan Piotr z dyżurki z kubkiem herbaty i wielkim pękiem kluczy.

– Dzień dobry – powiedziała Zofia. – Jesteśmy Zwierzęta Detektywi. Przysłano nas z dżungli.

– Słyszałem o was – uśmiechnął się Pan Piotr. – Proszę, tu macie plan szkoły i identyfikatory. – Podał im plastikowe kartoniki na smyczkach. – Z nimi możecie się poruszać po korytarzach.

– Spróbujmy znaleźć Olę – zaproponowała Patrycja

– Jest teraz na lekcji – odpowiedział. – Będziecie mogli porozmawiać z nią później.

– Czy w tej szkole często coś znika? – zapytał Alfred.

– Na początku roku była seria dowcipów – przyznał. – Znikały buty, bluzy, a nawet kanapka. Ale wszystko zawsze się znajdowało.

Patrycja schowała plan szkoły do torby.

– Zaczynamy od szatni – zdecydowała.

Skarby w szatni

W szatni panował lekki chaos: kolorowe szafki, kurtki, plecaki, worki na buty.

Kuba otworzył pierwszą szafkę z brzegu i aż zagwizdał.

– Patrzcie, ile skarbów! Naklejki z jednorożcami, pluszowy miś, breloczek i… szminka?

– Dzieci trzymają w szafkach cały swój świat – zauważyła Patrycja.

Alfred szedł powoli między rzędami z nosem tuż nad podłogą.

– Szafka Maurycego – stwierdził i pociągnął nosem. – Okruszków brak. Ale jest tu duży, pusty worek z uchwytem.

– Po co komuś pusty worek w szafce? – zapytała Patrycja, zapisując.

– Może właśnie po to, żeby coś wynieść – powiedział Alfred spokojnie.

– Na przykład puszkę z ciasteczkami – dokończył Kuba i znacząco podniósł brew.

Zofia zajrzała do szafki Krzysia.

– Popatrzcie – powiedziała. – Tu jest kartka.

Patrycja podeszła z lupą.

– To przepis na maślane ciasteczka – stwierdziła. – Odręcznie zapisany. Wygląda na to, że Krzyś bardzo chciał je upiec.

– Może aż za bardzo. – mruknął Kuba.

Na koniec Alfred podszedł do szafki z imieniem Oli.

– Dziwne – powiedział po chwili. – Ola przyniosła rano puszkę z ciasteczkami. Powinien tu być zapach. A tu nic.

– Czyli ciasteczek nigdy tu nie było? – zdziwił się Kuba.

– To bardzo ciekawe – stwierdziła Patrycja cicho. – Słaby zapach powinien zostać w szafce, nawet jeśli byłyby tu przez chwilę.

Wszyscy przez moment milczeli.

– Zapisujemy – zdecydowała Patrycja. – Idziemy dalej.

Śledztwo w klasie

Na przerwie detektywi weszli cicho do biblioteki i schowali się między regałami. Alfred stanął nieruchomo, przymknął oczy i wciągał powietrze przez długi nos, nasłuchując zapachów. Nagle zza półki dobiegły ich głosy.

– Pyszne były te ciasteczka – powiedział ktoś cicho.

– No! Zniknęły w pięć minut – odpowiedział drugi głos.

Patrycja wyjrzała ostrożnie zza regału. To było dwoje dzieci – Ola i Seweryn – które przeglądały książki, nie wiedząc, że ktoś ich słucha.

– Słyszeliście? – szepnęła Patrycja, chowając się z powrotem.

– Słyszeliśmy – odparł Alfred. – „Zniknęły w pięć minut.” To może oznaczać, że ktoś je ukradł. Albo że po prostu były tak dobre, że wszystkie zjedli.

– Oba tropy są możliwe – powiedziała Patrycja. – Idziemy dalej.

Potem poszli do świetlicy, w której wyjątkowo nie było dzieci.

– Widziałam puszkę na początku lekcji – powiedziała Pani Sylwia. – Stała na biurku w klasie. Potem miałam swoje zajęcia i nie wiem, co się z nią dalej działo.

– Dziękujemy – powiedziała Patrycja. – To nam bardzo pomogło. Ruszamy do klasy.

Wkrótce z pomieszczenia dobiegły rozmowy.

– Ciekawe, kiedy przyjdzie Pani Agnieszka – odezwał się ktoś. – Mamy WF!

Drzwi się otworzyły i weszła nauczycielka z gwizdkiem na szyi.

– Pani Kinga! – rozległ się radosny chór.

– Dzień dobry! Pani Agnieszka dzisiaj ma zastępstwo w innej klasie, więc WF poprowadzę ja. Dwie minuty na zmianę butów i idziemy na boisko!

W ciągu chwili sala była pusta. Cichutko, jeden za drugim, Detektywi weszli do środka.

– Ala, pilnujesz korytarza – poprosiła Patrycja.

– Już jestem – zaskrzeczała papuga i usiadła na krawędzi drzwi obserwując otoczenie.

Alfred od razu wyczuł zapach.

– Maślane ciasteczka były tutaj – stwierdził. – I to całkiem niedawno.

Na podłodze przy kilku ławkach leżały okruszki. Patrycja przykucnęła z lupą.

– Ktoś otworzył puszkę i jadł ciasteczka w klasie. Ale gdzie jest puszka?

Kuba sprawdził parapet, Zofia zajrzała na szafę.

– Puszki nigdzie nie ma – podsumowała Patrycja. – Badamy ławki.

Przy ławce Fryderyka i Michała okruszków było dużo – po obu stronach, na blacie i na podłodze.

Przy biurku Pani Kasi leżało kilka wyraźnych okruszków.

– A tu? – zapytał Kuba z nadzieją.

– Tu zapach jest wyraźny – powiedział Alfred, wąchając uważnie blat. – Pani Kasia siedziała przy tym biurku podczas długiej przerwy. I coś tu chrupała.

– Podejrzana – pomyślała Patrycja, zapisując.

Podeszli do ławki Krzysia. Ani jednego okruszka.

– Przepis w szafce, a przy ławce czysto – powiedział Kuba. – To podejrzane samo w sobie.

– Może posprzątał – zasugerowała Zofia.

– Albo jadł nad chusteczką, żeby nie zostawić śladów – odparł Alfred.

Przy ławce Oli też było czysto.

– Znowu brak śladów – zauważyła Patrycja. – I przypomnijcie sobie szatnię – zero zapachu ciasteczek w jej szafce. Ola przynosi ciasteczka, ale nie zostawia żadnych śladów. Ani w szafce, ani przy ławce.

– Może jest bardzo dokładna – powiedziała Zofia.

– Albo – odezwał się Alfred powoli – wie dokładnie, czego szukamy. I zatarła ślady.

– Ola i Krzyś siedzą razem – dodała Patrycja. – Przy ich ławce też czysto. Może działali wspólnie?

Alfred obwąchał plan lekcji wiszący na ścianie i zatrzymał się przy jednej pozycji.

– Popatrzcie. Druga lekcja: dodatkowy nauczyciel. Pan Miecio. Był tu dziś rano.

– Pan Miecio polecał dzieciom świetne książki i zawsze dbał, żeby każdy miał drugie śniadanie – powiedziała Zofia.

– Raczej nie zjadłby dzieciom ciasteczek – przyznała Patrycja. – Ale zapamiętajmy to.

W tym momencie Ala ostrzegawczo zaskrzeczała.

– Wracają!

Detektywi wypadli na korytarz i schowali się za kanapą przy ścianie. Dzieci wbiegły do klasy, śmiejąc się i szurając butami. Zostało czekać.

Kto wyniósł ciasteczka?

Kiedy rozległ się ostatni dzwonek, korytarz wypełnił się gwarem. Detektywi wyjrzeli zza kanapy i zaczęli obserwować dzieci wychodzące do domu.

– Patrzymy na torby i plecaki – szepnęła Patrycja. – Jeśli ktoś wyniósł puszkę, musi ją gdzieś mieć.

Wyszli Maurycy i Staś. Maurycy niósł dużą torbę, wyraźnie ciężką.

– Mamy ich – wykrzyknął Kuba.

Patrycja wyszła zza kanapy.

– Hej, chłopcy – powiedziała. – Co macie w tej torbie?

Maurycy i Staś spojrzeli na siebie, po czym Maurycy otworzył torbę z dumą.

– Kaucyjna pomoc butelkowa! – oznajmił. – Zbieramy plastikowe butelki i oddajemy je do skupu. Mamy dziś pięć sztuk.

– Planeta ci dziękuje – mruknął Alfred.

Chwilę później wyszedł Krzyś, dźwigając wielki worek.

– Krzyś! – zawołała Patrycja. – Czy możemy zapytać, co masz w worku?

– Strój na basen – odparł Krzyś. – Po lekcjach mamy pływanie.

– A przepis na ciasteczka w szafce? – zapytał Kuba.

Krzyś wzruszył ramionami.

– Ola mi go dała. Chciałem, upiec je z mamą w domu.

Patrycja zamknęła notes na chwilę.

– Zostają nam dwie osoby – powiedziała cicho do pozostałych. – Pani Kasia i Ola. Okruszki przy biurku, brak śladów w szafce i przy ławce, przepis dany Krzysiowi… Coś tu nie gra.

I właśnie wtedy do wyjścia podeszła Ola z lekką torbą pełną rysunków. Za nią szedł Tata.

– Prowadzimy śledztwo – powiedziała poważnie Patrycja. – Chodzi o maślane ciasteczka. Mamy okruszki przy biurku Pani Kasi, brak jakiegokolwiek śladu przy szafce i ławce Oli, dała Krzysiowi przepis i… szczerze mówiąc, Olu – jesteś naszą główną podejrzaną.

Alfred szybko streścił całą sprawę: Sójka Sonia, zaginiona puszka, tropy w szatni, okruszki przy ławkach, szepty w bibliotece, duży pusty worek, przepis w szafce.

Tata i Ola spojrzeli na siebie. I oboje wybuchnęli śmiechem.

– Ojej… – Ola złapała się za brzuch. – Ale to jest dobre!

– Ciasteczka wcale nie zniknęły – wyjaśnił Tata. – Były tak pyszne, że dzieci zjadły je podczas pierwszej lekcji. Ktoś powiedział, że zniknęły, bo nie zostało dosłownie nic.

– A brak zapachu w szafce? – zapytał Alfred, nadal nieprzekonany.

– W naszej klasie są dwie Ole – pewnie sprawdziliście niewłaściwą szafkę – wyjaśniła Ola. – No i ciasteczka były tam tylko przez chwilę

– A przy ławce czysto, bo… – zaczął Alfred.

– Bo Krzyś i ja sprzątamy po sobie – powiedziała Ola. – Pani Kasia nas tego nauczyła… – Urwała. – Oj, Pani Kasia! Ona zjadła chyba z nami dwa ciasteczka podczas przerwy. Dlatego okruszki były też przy biurku.

– Czyli wszystko się zgadza – mruknął Alfred z rozbrajającym spokojem.

– A gdzie jest puszka? – zapytała Patrycja.

– U mnie – uśmiechnął się Tata. – Po długiej przerwie Pani Kasia przekazała ją Panu Piotrowi do dyżurki, skąd ją odebrałem. Nie zmieściłaby się do plecaka Oli – ma tam książki, laurki i inne końcoworoczne skarby.

Patrycja zamknęła notes.

– Sójka Sonia słyszała tylko kawałek rozmowy przez otwarte okno. Nie wiedziała, że to żart. – odezwał się Alfred spokojnie. – My też nie wiedzieliśmy. Chcieliśmy pomóc i to jest w porządku.

– Ale nauczyliśmy się ważnej rzeczy – dodała cicho Patrycja. – Zanim zaczniemy szukać winnego i układać listę podejrzanych, warto najpierw po prostu zapytać. Plotki i domysły mogą nas łatwo zmylić.

– Dokładnie – przytaknął Tata.

– Ale następnym razem zostawcie nam chociaż okruszek – uśmiechnął się Kuba. – Maślane ciasteczka to poważna sprawa.

Tata pokręcił głową z uśmiechem.

– Następnym razem odkładamy dla detektywów pięć sztuk.

Relaks nad jeziorem

Przy domku nad jeziorem powietrze było ciepłe i spokojne. Na tarasie kołysały się ich wiszące leżaczki.

Przez chwilę wszyscy milczeli, kołysząc się delikatnie.

– Wiecie co? – odezwał się w końcu Kuba. – Trochę szkoda, że nie zostało ani jedno ciasteczko.

– Hmmm… – mruknął Alfred zamyślony. – Przy ławce Seweryna czułem zapach krakersów i czekoladek. Może coś zostało…

– Alfred – zachichotała Patrycja – to już nie jest nasze śledztwo.

Wszyscy się roześmiali.

Słońce schowało się za palmami. Jezioro zaiskrzyło złotem, wiszące leżaczki kołysały się coraz wolniej.

Gdzieś wysoko przeleciała Sójka Sonia i usiadła na swojej ulubionej gałęzi przy szkole. Już wkrótce wakacje. Nie będzie czego podsłuchiwać – przynajmniej przez dwa miesiące.

Koniec.

📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!

🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.

Zwierzęta Detektywi - książka z opowiadaniami dla dzieci - wydanie 3 w twardej oprawie
Zwierzęta Detektywi - książka z opowiadaniami dla dzieci - wydanie 3 w twardej oprawie 59,00