W domu zwierząt detektywów nad brzegiem jeziora zapanowała niezwykła cisza. Pierwsze promienie słońca przesączały się przez liście palm, a powietrze pachniało jeszcze wilgocią po ostatnich deszczach pory mokrej. Ptaki śpiewały z większą intensywnością, a poziom wody w jeziorze powoli się obniżał – wszystko wskazywało na zbliżającą się suchą porę.
I nagle
PLUSK! BRZDĘK! TRZASK!
– „LA-LA-LA-LA! Słoneczko wstaje, ptaszki śpiewają!” – rozległ się z łazienki przeraźliwy śpiew papugi Ali, której głos niósł się echem po całym domu.
– „Ala! Jest szósta rano!” – wymamrotał Lew Kuba, natychmiast wyskakując z łóżka i próbując złapać swój żółty kapelusz. – „I czy ty tam tańczysz?”
– „Może troszeczkę!” – zawołała niewinnie Ala, a z łazienki dochodził kolejny plusk i brzęk spadających butelek.
Mysz Patrycja wyjrzała przez lupę z sypialni:
– „Dzień dobry wszystkim! Ala, czy przypadkiem nie używasz mojego szamponu z hibiskusem?”
– „Tylko odrobinkę… dla połysku piór!”
Alfred wystawił nos i węszył z niepokojem:
– „A czy to nie mój szampon z nektarem kwiatowym?!”
Po kilku minutach wszyscy zebrali się na tarasie. Kuba energicznie rozprostował łapy:
– „Skoro już wszyscy nie śpimy, to czas na poranną gimnastykę! Ręce w górę jak baobab, nogi w dół jak korzenie, ogon do przodu i buzia w śmiech!”
– „Kuba, chyba powinieneś popracować nad tymi instrukcjami” – zachichotała Zofia, wyciągając szyję w stronę jeziora.
I tak, przy śmiechu i żartach, rozpoczął się dzień wielkiej przygody…
Po orzeźwiającej kąpieli w jeziorze przyszła pora na wspólne śniadanie – jeden z najważniejszych momentów każdego dnia. Na tarasie rozłożono wielki, okrągły stół drewniany, przy którym każdy mógł usiąść wygodnie.
Patrycja przygotowała sobie tost z serem kozim posypanym drobno posiekanymi ziołami z ogrodu – lawendą i rozmarynem. Delektowała się każdym kęsem, popijając aromatyczną herbatę z liści mięty.
Alfred zafundował sobie swoją ulubioną przekąskę – posypkę z mrówek na owocowym musie z manga i banana, dopełniając posiłek dodatkiem kwiatu hibiskusa dla aromatu.
Kuba zadowolił się soczystym kawałkiem mięsa z grilla, które wcześniej przygotował na drewnianych węglach, a do tego dodał świeże liście sałaty i pomidorki koktajlowe.
Zofia z gracją sięgała po świeże liście palmowe, które zbierała każdego ranka o świcie, gdy jeszcze były pokryte rosą. Zawsze wybierała te najmłodsze i najdelikatniejsze.
Ala zjadała mieszankę kolorowych ziaren: słonecznika, dyni, czarnuszki i amarantusa, wszystko doprawione suszonymi owocami – żurawiną, morelami i rodzynkami.
Podczas śniadania rozmawiali o planach na dzień i o zbliżającej się suchej porze.
Po posiłku detektywi zabrali się do planowanego remontu domku. Pomysł był jasny i ważny – dom miał przetrwać zbliżającą się suchą porę, najtrudniejszy okres roku w tropikalnej dżungli.
Pierwszym zadaniem było odświeżenie sypialni. Zofia wyciągnęła szyję i dotarła do najwyższych pajęczyn w rogach pokoju.
– „Oj, ile tu kurzu i wilgoci zostało po porze deszczowej!” – westchnęła, delikatnie je usuwając.
Ala fruwała wokół, zbierając skrzydłami resztki pyłu i drobinek piasku, które zostały przyniesione przez wiatr z sawanny. Patrycja sprawdzała każdy zakątek przez swoją lupę. Kuba używał wielkiej miotły z palmowych liści, by szybko zebrać gałązki i resztki roślin, które burze deszczowe naniosły do domu.
– „Dbajmy o każdy szczegół!” – przypominał Alfred, polerując drewniane meble do połysku. – „Po porze deszczowej nasz dom potrzebuje szczególnej ochrony przed suchymi miesiącami!”
Gdy większość prac w głównym domku została ukończona, przyszedł czas na wyjątkowe wyzwanie – remont „norki” Papugi Ali. Znajdowała się ona tuż obok głównego domku, w małym schowku pod blaszanym dachem, którym Ala zasłoniła swoje prywatne schronienie.
„Och nie, tylko nie moja norka!” – zawołała Ala, trzepocząc nerwowo skrzydłami. „Tam jest wszystko dokładnie tak, jak lubię!”
Alfred uśmiechnął się delikatnie.
„Ala, obiecujemy, że będziemy bardzo ostrożni. Ale twój schowek też potrzebuje trochę miłości i zabezpieczenia na suchą porę.”
Gdy w końcu Ala zgodziła się otworzyć swój sekretny schowek, detektywi byli zachwyceni tym, co zobaczyli. norka to było prawdziwe muzeum najdziwniejszych skarbów! Na półkach stały słoiki pełne kolorowych kamyczków z brzegu jeziora, pudełka wypełnione świecącymi muszelkami, stosy pięknych piór różnych ptaków i cała kolekcja błyszczących przedmiotów, które Ala znalazła podczas swoich lotów nad dżunglą.
„Ala, to niesamowite!” – zachwyciła się Patrycja, przyglądając się przez lupę kolekcji nasionek z tropikalnych roślin. „Ale czy rzeczywiście potrzebujesz tego zadartego kawałka starej blaszki?”
„A tego połamanego grzebienia?” – dodał z uśmiechem Kuba, podnosząc przedmiot, który najlepsze lata miał już dawno za sobą.
Ala z początku broniła każdego skarbu, tłumacząc że „mogą się jeszcze przydać”, ale gdy zaczęli wspólnie sortować zbiory, okazało się, że wiele rzeczy rzeczywiście straciło już swoją wartość. Razem wyrzucili połamane gałązki, popękane skorupki i kawałki zardzewiałego metalu.
W zamian Patrycja pomogła Ali uporządkować prawdziwe skarby w ładnych słoikach z etykietkami, a Alfred zabezpieczył półki przed wilgocią. Cały schowek otrzymał nową warstwę zabezpieczającą i wyglądał teraz jak prawdziwe muzeum przyrodnicze.
Następnie przyszedł czas na zabezpieczenie podłóg i ścian głównego domku. Detektywi wyjęli ze spiżarni wielki słoik z olejem z baobabowych orzechów, który pachniał jak afrykańskie kwiaty i miał chronić drewno przed suchym, gorącym wiatrem sawanny oraz termitami, które szczególnie aktywnie działały w okresie przejściowym między porami.
– „Ten olej z baobabów to prawdziwy dar afrykańskiej ziemi!” – powiedział Kuba, maczając w nim pędzel z końskiego włosia. – „Mój dziadek zawsze mówił, że tylko naturalny olej ochroni drewno w czasie afrykańskiej suszy.”
Wspólnymi siłami malowali nim każdy kąt, pokrywając podłogę i belki ciepłym, błyszczącym filmem ochronnym. Kuba i Zofia zabrali się za uszczelnianie okien – nanosili nowe warstwy wysokiej trawy sawannowej i liści akacji, które miały chronić dom przed suchym, pylącym wiatrem nadchodzącej pory suchej.
Cała praca była mozolna, ale każdy działał z radością i piosenką na ustach – wszyscy wiedzieli, że przygotowują swoje bezpieczne schronienie na trudne miesiące, gdy deszcz przestanie padać, a temperatura w sawannie będzie bardzo wysoka.
Koniec porządków – przerwa na drugie śniadanie – powiedział lew Kuba
W końcu mój domek znowu należy tylko do mnie – ucieszyła się Ala
Detektywi usiedli wspólnie na tarasie i odpoczywając zjedli zdrowe przekąski i popijali lemoniadę z leśnych owoców. Odpoczynek nie trwał zbyt długo.
A Teraz przyszedł czas na pomieszczenie z mapami, eliksirami, lupami i fiolkami zapachowymi – powiedziała Zofia.
Ten pokój był sercem ich działalności – centrum wszystkich tajemnic i śledztw.
Detektywi zaczęli systematycznie czyścić i polerować deskę po desce, starannie usuwając kurz, pajęczyny i drobinki czerwonej ziemi afrykańskiej, które dostały się przez szpary podczas mokrej pory.
Patrycja z lupą przyglądała się uważnie każdemu kawałkowi, Alfred podnosił cięższe deski, a Kuba i Zofia pomagali je obracać i delikatnie wycierać. Zadanie było żmudne, ale wykonywane z wielką starannością – każdy wiedział, że solidna podłoga to podstawa przetrwania w afrykańskiej sawannie.
W pewnej chwili Alfred zatrzymał się i zmarszczył brwi. Położył dłoń na jednej z desek i lekko ją nacisnął.
– „Hej, spójrzcie na to!” – zawołał zaniepokojony. – „Ta deska jest miękka jak wilgotna glina po deszczu i ugina się pod palcem. I jest jakaś dziwnie szara, jakby termity ją nadgryzły!”
Wszyscy podeszli bliżej. Rzeczywiście, deska wyglądała inaczej niż pozostałe – była bardziej matowa, miała nierówny kolor, a gdy Alfred lekko ją stuknął, wydawała głuchy dźwięk charakterystyczny dla drewna nadjedzonego przez owady.
– „O nie!” – wykrzyknęła Patrycja przez lupę. – „To drewno zniszczone przez termity! Widzę charakterystyczne tunele – podczas pory deszczowej te małe owady przedostały się tutaj i nadrążyły deskę!”
Kuba i Zofia wymienili poważne spojrzenia. Wiedzieli, że taka deska może się w każdej chwili załamać, a przecież przed nimi była długa, sucha pora, podczas której dom musiał być w idealnym stanie.
– „Musimy ją natychmiast wymienić!” – zdecydował Kuba. – „W czasie suszy nie może być żadnych słabych punktów w naszym schronieniu!”
– „Alfred, jedź do Bobrów po zamienną deskę” – polecił.
Podczas gdy Alfred szykował się do drogi, Kuba i Zofia ostrożnie podważali i wymontowywali zniszczoną deskę. Po jej zdjęciu zobaczyli pod spodem następny arkusz drewna – stare, szare i mocno zużyte. Po chwili natknęli się na coś, co nie pasowało do reszty podłogi – zwinięty rulon papieru, zakurzony i schowany pomiędzy belkami.
Patrycja podeszła i wzięła w łapkę znalezisko. Delikatnie rozwinęła rulon, pokazując wszystkim napis. „Mapa My…”
Jednak dalej papier był poszarpany i oderwany – brakowało reszty dokumentu.
– „Co to może być? Co oznacza ten niedokończony tytuł?” – pytała z fascynacją i niepokojem.
Pozostali detektywi od razu wiedzieli, że to nowe wyzwanie i zagadka, która odmieni najbliższy czas.
Zaczęli przeszukiwać stare księgi, antyczne dokumenty i archiwa map, lecz bezskutecznie. Przewracali kartę za kartą w książkach o legendach sawanny, przeglądali stare mapy handlowych szlaków i studia o afrykańskich plemionach, ale nigdzie nie znaleźli żadnej wzmianki o mapie zaczynającej się od słów „Mapa My…”.
W tym momencie do domu powrócił Alfred z nowymi deskami od Bobrów. Zauważył natychmiast skupione i nieco sfrustrowane miny przyjaciół.
– „Co się dzieje? Widzę, że coś was niepokoi” – powiedział, odstawiając ciężki pakiet z pachnącymi świeżym drewnem deskami.
Patrycja szybko opowiedziała mu o znalezieniu tajemniczej, niekompletnej mapy i ich bezskutecznych poszukiwaniach w księgach.
– „Hmm, brzmi jak prawdziwa zagadka” – mruknął Alfred, węsząc przy starym, zakurzonym papierze. – „Ten zapach… to bardzo stary papier, może nawet starszy niż nasze najstarsze księgi.”
Kuba podrapał się w głowę pod kapeluszem.
– „Jeśli nasze książki nie mają odpowiedzi, to znaczy, że potrzebujemy kogoś, kto zna dużo więcej historii niż my.”
Zofia wyciągnęła szyję w stronę wysokiego baobabu widocznego przez okno.
– „Wiem! Musimy poprosić o pomoc sowę Sylwię. Ona mieszka w wielkiej baobabowej dziupli niedaleko stąd i zna każdą opowieść z całej sawanny.”
Ala podskakiwała z ekscytacji na swojej żerdzi.
– „Tak! Sowa Sylwia jest najstarszą i najmądrzejszą mieszkanką naszej okolicy. Jeśli ktokolwiek może wiedzieć, co oznacza ta mapa, to tylko ona!”
Alfred spojrzał na znalezisko z powagą.
– „Czuję, że ta mapa kryje w sobie coś bardzo ważnego. Jej wiek i sposób ukrycia sugerują, że nie jest to zwykły dokument.”
Patrycja starannie zwinęła mapę i schowała ją do swojej specjalnej torby detektywistycznej.
– „W takim razie jutro o świcie wyruszamy do sowy Sylwii. Może ona rozwiąże zagadkę tej tajemniczej „Mapy My…” i powie nam, dlaczego ktoś tak starannie ją ukrył.”
Wszyscy z niecierpliwością i ciekawością czekali na jutrzejszą wyprawę do mądrej sowy, nie przeczuwając jeszcze, że odkrycie tej mapy to dopiero początek największej przygody w ich życiu…
Ale o tym w kolejnym odcinku.
