W poprzednim odcinku na głównej ścieżce pojawił się tajemniczy kopiec — ciepły w dotyku, twardy jak skała, martwy i milczący w ciągu dnia. Słoń Sylwester nie mógł przejść, Wiewiórka Wandzia słyszała nocne grzechotanie, a Sowa Sylwia widziała przy kopcu setki świecących punkcików. Kuba sprawdził twardość kopca własną stopą — i tego pożałował. Detektywi wrócili do bazy z jednym postanowieniem: zostaną przy kopcu na noc – wrócą tylko do bazy, aby się przygotować.
ROZDZIAŁ 6 — Czy to naprawdę jedna noc?
Wrócili do bazy tuż po Zofii. Kuba, wchodząc, dyskretnie wyciągnął mały notes i napisał krótką wiadomość do kuzynki — Pantery Agaty z ZOO. „Agato — twardy kopiec, ciepły w dotyku, wyrósł sam z ziemi. Widziałaś coś takiego?” Złożył kartkę i dał ją Ali, żeby zaniosła. Potem usiadł przy stole z miną, jakby tego nie zrobił.
— Rozmawiałam z Sylwestrem — zaczęła Zofia. — I okazuje się, że właściwie… nie jest pewien, kiedy ten kopiec się pojawił.
— To znaczy? — zapytała Patrycja, otwierając notes.
— Mówił, że przez całą porę deszczową rzadko korzystał z tej ścieżki, bo błoto było po kolana. A zaraz po porze deszczowej pojechał odwiedzić kuzynkę na południu — zniknął na cały miesiąc. Dopiero dziś rano, wracając z wodopoju, natknął się na kopiec. Zresztą — Zofia lekko pokręciła głową — gdy go dokładniej wypytałam, przyznał, że może już na początku pory deszczowej coś tam stało. Małego. Może wielkości dyni. Ale wtedy nie zwrócił uwagi.
Patrycja zapisała to starannie.
— Wandzia powiedziała to samo — dodała. — Przez porę deszczową tą ścieżką prawie nie biegała. Ostatni raz przechodziła tamtędy może dwa, trzy miesiące temu. I wtedy… coś tam może stało? Małego? — Zamknęła notes. — Nie jest pewna.
— Czyli — powiedział Kuba — kopiec nie wyrósł przez jedną noc.
— Nie — potwierdziła Patrycja. — Rósł, gdy nikt nie patrzył. Przez całą porę deszczową, gdy ścieżka była błotnista i wszyscy omijali ten odcinek. Nikt go nie widział, bo nikt tamtędy nie chodził.
Przez chwilę wszyscy milczeli.
— I jeszcze jedno — powiedziała Patrycja. — Za dnia kopiec jest zupełnie cichy. Martwy. Jakby nic w nim nie było. Wandzia słyszała grzechotanie o świcie. Sowa Sylwia widziała owady w środku nocy. — Spojrzała na Kubę. — Cokolwiek tam mieszka, działa po ciemku.
Alfred przy swoim stoliku powoli odłożył fiolkę.
Wszyscy spojrzeli w jego stronę.
— Zostajemy dziś w nocy przy kopcu — powiedział, nie odwracając się.
— Właśnie to chciałam zaproponować — dodała Patrycja.
— Wiem — odrzekł Alfred i znowu podniósł fiolkę.
Patrycja zamknęła notes.
— Podsumujmy — powiedziała powoli. — Kopiec jest twardy jak skała, ale to nie skała. Ciepły, ale nie ma słońca od rana. Za dnia martwy i cichy. W nocy — żywy. Nikt nie wie, od kiedy stoi. Nikt go nie przyniósł. Wyrósł sam.
Cisza.
— A więc — powiedział Kuba — zostajemy dziś w nocy.
Nikt nie zaprotestował.
Alfred, nie podnosząc wzroku znad stolika, powiedział spokojnie:
— Weźcie coś ciepłego. I nie hałasujcie.
— Wiesz co to jest. Prawda? — powiedziała Patrycja. Nie pytała. Stwierdziła.
Alfred przez chwilę milczał.
— Poczekajcie do nocy — odrzekł. — Wtedy sami zobaczycie.
ROZDZIAŁ 7 — Zostajemy na noc
Przygotowania do nocnej obserwacji były krótkie. Patrycja spakowała notes, ołówek i lupę. Zofia wzięła koc. Kuba — latarkę i dwa dodatkowe ciasteczka stekowe, bo, jak stwierdził poważnie, obserwacja nocna wymaga paliwa. Alfred wziął jedną pustą fiolkę.
Przed wyjściem Kuba spojrzał na Alfreda.
— Idziesz z nami?
Alfred zapiął fiolkę w kieszonce kamizelki.
— Idę.
— A analiza?
— Skończona — powiedział Alfred spokojnie. — Złoty miód, syrop owocowy, krem orzechowy, miodowa lemoniada i syrop miętowy. Same naturalne składniki. Nic, co mogłoby zaszkodzić jezioru, roślinom ani zwierzętom. Nie musimy nic robić.
— To wszystko były figle — mruknął Kuba.
— Wandzia nie robiła figli — odrzekł Alfred. — Po prostu sznur się urwał. To się zdarza nawet przy najlepszych planach.
— No to dobrze — powiedziała Patrycja, zamykając notes. — Możemy wszystkich uspokoić, że po prostu woda będzie przez kilka dni słodka.
Spakowali sprzęt. Alfred wziął latarkę, Patrycja schowała notes pod pachę, Zofia zarzuciła koc na szyję.
Alfred wyszedł pierwszy.
ROZDZIAŁ 8 — Miasto, które budzi się po ciemku
Przy kopcu rozbili się tuż przed zachodem słońca. Zofia rozłożyła koc nieco z boku, w cieniu akacji, skąd miała dobry widok. Patrycja usiadła bliżej, z notesem na kolanach. Kuba — z latarką wycelowaną w kopiec — zajął pozycję centralną. Alfred usiadł najbliżej ze wszystkich, po turecku, z fiolką w łapie, i zamknął oczy.
Słońce zachodziło. Dżungla ściszała się stopniowo — ptaki kończyły śpiew, małpy przestawały skakać po gałęziach, wiatr prawie zamarł. Kopiec stał nieruchomo w ostatnim świetle dnia, szary, twardy, zupełnie martwy.
Kuba ziewnął.
— Może Wandzia się pomyliła — szepnął po jakimś czasie.
— Cii — powiedział Alfred, nie otwierając oczu.
Minęła godzina. Zrobiło się naprawdę ciemno.
I wtedy Zofia powiedziała cicho:
— Patrzcie.
Przy samej podstawie kopca pojawiły się pierwsze punkciki. Jasne, niemal białe — wychylały się z maleńkich otworów i ruszały w ciemność.
Jeden. Pięć. Dwadzieścia.
W ciemności kopiec zamienił się w miasto.
Kuba otworzył usta. Alfred bez słowa położył mu łapę na ramieniu. Cicho.
Każdy punkcik niósł coś — grudkę gliny, ziarnko piasku — przyklejał do ściany i wracał. I znowu. I znowu.
A potem zaczął się dźwięk. Cichy, suchy szelest — jak tysiące małych żuwaczek pracujących w tym samym rytmie. Nie straszny. Żywy.
Patrycja pisała tak szybko, jak umiała. Zofia wyciągnęła szyję i patrzyła bez mrugnięcia. Kuba siedział z otwartymi ustami — zapomniał o latarce. Przy kopcu było więcej światła niż się spodziewał: jasne punkciki termitów tworzyły wokół kopca migoczącą aureolę.
Alfred otworzył fiolkę, zebrał odrobinę powietrza, zakręcił i schował do kieszeni. Potem patrzył w milczeniu.
— Alfredzie — szepnął Kuba w końcu — co one robią?
— Budują — odrzekł Alfred tak cicho, że ledwo słyszeli. — Dokładnie to samo, co robiły wczoraj w nocy. I przedwczoraj. I przez całą porę deszczową, gdy wszyscy spali.
— Czy zawsze tak wyglądają? — spytała Zofia.
— Zawsze — powiedział Alfred. — Za dnia kopiec jest martwy i milczy. W nocy całe miasto się budzi.
Kuba patrzył na migoczącą, żywą bryłę gliny.
— To oni nie przestają? — powiedział powoli. — Nigdy nie przestają?
— Nie — powiedział Alfred. — W ciągu jednej nocy dokładają tyle, ile mieści się w filiżance herbaty. Ale po roku — kopiec urósł do kolan Sylwestra. Po pięciu latach będzie wyższy od Zofii.
Zofia wyprostowała szyję odruchowo.
— Przez pięć lat — szepnęła.
— Noc po nocy — potwierdził Alfred.
Siedzieli tak przez długą chwilę, słuchając szmeru żuwaczek i patrząc na maleńkie punkciki, które nie wiedziały, że je obserwują, i nie przestały pracować ani na chwilę.
Potem Patrycja zamknęła notes.
— Teraz wiem, czym to jest — powiedziała cicho.
— Czym? — zapytał Kuba.
— Dom — odrzekła Patrycja. — Bardzo, bardzo cierpliwy dom.
ROZDZIAŁ 9 — Alfred wyjaśnia wszystko
Wrócili do bazy, gdy księżyc był już wysoko. Alfred usiadł przy stoliku, zapalił lampkę i otworzył fiolkę zebraną przy kopcu. Wąchał długo, oczy zamknięte, nos drżący.
— No? — zapytał Kuba.
Alfred otworzył oczy.
— Powiem wam o termitach — powiedział.
Wszyscy usiedli.
— Po pierwsze — zaczął Alfred — to, co widzieliście tej nocy, to jest praca milionów owadów działających jak jeden organizm. Każdy z nich jest mniejszy od twojego paznokcia, Kubo. Ale razem — wznoszą budowle, które przetrwają burze, susze i wszystko inne przez dziesiątki lat.
— Skąd wiedzą, co robić? — zapytała Zofia.
— Nikt do końca nie wie — przyznał Alfred. — Nie mają przywódcy, który by im mówił: idź tam, połóż to tutaj. Każdy termit po prostu wie, co ma robić. I razem tworzą coś, czego żaden z nich sam by nie zaplanował.
— Jak dżungla — powiedziała Patrycja cicho.
— Trochę — zgodził się Alfred. — Kopiec budują z gliny, przeżutego drewna i własnej śliny. Gdy wyschnie na słońcu, ta mieszanka jest twarda jak skała. Łopatą trudno wbić, zwykły kij się łamie — Kuba mruknął coś pod nosem — a stopa też może boleć.
— Dalej — powiedział Kuba z godnością.
— W środku — ciągnął Alfred — są tysiące korytarzy i komór. Sypialnie, magazyny, wentylacja. I coś jeszcze. — Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. — Grządki.
— Słucham? — powiedziała Patrycja.
— Termity hodują w środku kopca grzyby — powiedział Alfred z wyraźną przyjemnością. — Specjalne komory, w których uprawiają grzyby jako jedzenie. I właśnie dlatego kopiec ma stałą temperaturę — prawie trzydzieści stopni przez cały rok — żeby grzyby mogły rosnąć. Dlatego był ciepły w dotyku nawet po zimnym deszczu.
— W środku…. — powiedział Kuba bardzo wolno — jest…ogród?
— W pewnym sensie tak.
— I system alarmowy?
— Też. To grzechotanie, które słyszała Wandzia — to żołnierze. Gdy termity wyczują zagrożenie, uderzają głowami w ściany tuneli. Jeden termit jest cichszy od szeptu. Ale tysiące termitów naraz brzmi jak papier, jak kuleczki. — Alfred spojrzał na Kubę. — I obudziły się, gdy kopnąłeś kopiec.
Kuba przez chwilę milczał.
— Broniły swojego domu — powiedział w końcu.
— Tak.
— I ten dom rósł przez pół roku, noc po nocy, centymetr po centymetrze — kontynuował Kuba — i nikt nie zauważył, bo nikt tamtędy nie chodził przez porę deszczową.
— Tak.
— A za pięć lat będzie wyższy od Zofii.
— Prawdopodobnie tak.
Kuba oparł brodę na łapach i patrzył w lampkę przez chwilę.
— Alfred — powiedział w końcu — to jest najbardziej imponująca rzecz w całej dżungli.
— I co z tym robimy? — zapytała Zofia.
Patrycja zamknęła notes.
— Nic — powiedziała spokojnie. — Nie da się nic zrobić. I nie trzeba. Termity wybrały to miejsce i zostaną. Kopiec będzie rósł. My po prostu idziemy inną drogą.
Przez chwilę nikt nic nie mówił.
— To chyba najrozsądniejsza decyzja w tej sprawie — przyznał Kuba.
W tym momencie rozległo się stukanie do drzwi. W progu stała wysoka, czarna pantera w okularach na nosie i z teczką pod łapą.
— Kuzynku — powiedziała z lekkim uśmiechem. — Dostałam twoją wiadomość. Przyszłam trochę za późno, ale… chyba i tak macie już odpowiedź?
— Agata! — Kuba wyprostował się z wyraźnym zadowoleniem. — Właśnie skończyliśmy.
Pantera Agata weszła do środka, położyła teczkę na stole i otworzyła ją.
— Naukowcy z naszego zoo obserwowali to od miesięcy — powiedziała. — Kolonia termitów wyprowadziła się z okolic miasteczka i ruszyła w głąb dżungli. Nikt nie wiedział, dokąd zmierzają. — Spojrzała na Alfreda. Teraz już wiemy.
— Wyprowadziły się? — powtórzyła Patrycja.
— Dobrowolnie — potwierdziła Agata. — Najwyraźniej wybrały nowe miejsce. Ludzie z miasteczka byli spokojniejsi, gdy to zrozumieli — nie musieli obawiać się o swoje domy. Termity po prostu odeszły i zbudowały sobie nowy dom tutaj.
Alfred kiwnął głową powoli.
— Bo to dobre miejsce — powiedział. — Ciepłe, spokojne, daleko od hałasu. Gdybym był termitem, też bym wybrał to wzgórze.
Kuba spojrzał na kuzynkę, potem na kopiec za oknem, potem z powrotem na Alfreda.
— A więc wszyscy wygrali — mruknął.
— Wszyscy wygrali — zgodziła się Agata, zamykając teczkę.
Przez chwilę nikt nic nie mówił.
— To chyba najrozsądniejsza decyzja w tej sprawie — przyznał Kuba.
ROZDZIAŁ 10 — Nowa ścieżka
Następnego ranka Zofia wyszła pierwsza. Wróciła po kwadransie.
— Jest — powiedziała krótko. — Biegnie przez cienisty zagajnik, wychodzi prosto nad jezioro. Trochę dłuższa, ale spokojniejsza od starej.
Patrycja narysowała szybką mapkę. Kuba zabrał ją do Sylwestra — słoń zatupał ze szczęścia, gdy zobaczył nową trasę. Alfred wpadł do Wandzi z zaznaczonymi bezpiecznymi miejscami do biegania. A Sowa Sylwia, powiadomiona przy okazji, zapisała kopiec termitów w swoim zeszycie jako „Cud Architektoniczny Dżungli” i ogłosiła, że dzieci na najbliższej lekcji go zobaczą — tylko patrzą, nikt nic nie kopie.
Kuba, który akurat stał obok, zaczął gwizdać pod nosem i patrzeć w sufit.
Wieczorem wszyscy siedzieli na tarasie z herbatką i ostatnimi ciasteczkami dnia. Słońce zachodziło za koronami palm. Jezioro połyskiwało w ostatnim świetle.
Alfred popijał herbatę i patrzył na dżunglę.
Uniósł nos. Wąchał — powoli, uważnie.
— Hm — powiedział cicho.
— Co? — zapytała Patrycja, nie podnosząc wzroku znad notesu.
— Nic — powiedział Alfred.
Ale jego nos drżał.
📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!
🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.

