Rozdział 1: Olimpijskie przygotowania
Słońce wstawało nad afrykańskim jeziorem, malując niebo odcieniami złota i różu. Ale tego ranka było wyjątkowo głośno – z oddali dochodziły okrzyki, plusk wody i energiczna muzyka. Zwierzęta Detektywi stały na drewnianym pomoście, obserwując niezwykłe widowisko.
Po jeziorze pędziły łodzie z kolorowymi żaglami, nad wodą wyskakiwały sportowcy na nartach wodnych, a na deskach windsurfingowych balansowały zwierzęta z najdalszych zakątków świata.
– Patrzcie! – zawołała Żyrafa Zofia, wyciągając szyję jak najwyżej. – To drużyna tygrysów z Azji! Ćwiczą narty wodne!
Rzeczywiście, trzy tygrysy w sportowych strojach pędziły za motorówką, zwinnie pokonując fale. Ich pomarańczowo-czarne futra lśniły w słońcu.
– A tam są mrówkojady z Ameryki Południowej! – dodała Mysz Patrycja, wskazując małą łódkę, w której siedział cały zespół mrówkojadów wiosłujących synchronicznie.
Mrówkojad Alfred powoli skinął głową z zadowoleniem.
– Moi kuzyni trenują wyścigi łódek. Podobno w tym roku chcą pobić rekord.
Lew Kuba założył swój ulubiony kapelusz detektywistyczny i mruknął z podziwem:
– A spójrzcie na pandy! Windsurfing! To wymaga niesamowitej równowagi!
Dwie czarno-białe pandy balansowały na deskach, trzymając wielkie żagle i zwinnie lawirując między falami.
Papuga Ala fruwała podekscytowana.
– Podobno afrykańskie jezioro ma o tej porze roku najlepsze warunki do treningów! Dlatego przyjechali z całego świata!
Kuba nagle wyprostował się i poprawił kapelusz.
– Może bym spróbował nart wodnych? – zastanawiał się głośno. – W końcu lwy są szybkie i zwinne…
Alfred uniósł brew.
– Ale czy lubią się moczyć?
Kuba skrzywił się.
– No… grzywa długo schnie. I potem wyglądam jak… mokry pies.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Patrycja poklepała go po łapie.
– Zostańmy widzami, Kubo. To wystarczająco ekscytujące!
Rozdział 2: Śniadanie i poranna gimnastyka
Po powrocie do domku detektywi zasiedli do śniadania. Każdy miał swoje ulubione przysmaki. Kuba chrupał stekowe ciasteczka, Patrycja serowe, Zofia palmowe liście z miodem, a Alfred popijał mrówkowy koktajl.
– Dzisiaj zrobimy gimnastykę przy brzegu jeziora! – zaproponowała Zofia. – Będziemy mogli obserwować treningi.
Po śniadaniu detektywi ustawili się w rzędzie na trawie tuż obok pomostu. Patrycja prowadziła rozciąganie, Alfred węszył świeże powietrze podczas głębokich oddechów, Zofia wyciągała szyję w górę i w dół, a Kuba robił przysiady, starając się nie zgubić kapelusza.
– Raz, dwa, trzy! – liczyła Patrycja. – Detektywi muszą być sprawni!
W tle przesuwały się łodzie, słychać było wesołe okrzyki sportowców i plusk wody. Wszystko zapowiadało spokojny, relaksujący dzień.
Ale spokój nie trwał długo.
Rozdział 3: Trzy dziwne przypadki
Gdy tylko detektywi otworzyli drzwi biura, do środka wpadła Pani Flamingowa Felicja. Jej różowe pióra były zmierzwione, a ona stała na jednej nodze, wyraźnie zmieszana i zdenerwowana.
– Ratunku, Detektywi! – wykrzyknęła. – Mam straszny problem!
Patrycja szybko wskazała jej krzesło.
– Proszę usiąść, pani Felicjo. Co się stało?
Apani Flamingowa usiadła (wciąż na jednej nodze, jak to flamingi) i zaczęła opowiadać:
– Lemur Lucjan zaleca się do mnie! Wyobraźcie sobie! On, który nigdy nie zwracał na mnie uwagi! A ja mam męża, a on ma żonę! To absurd!
Zofia zmarszczyła czoło.
– Lucjan? Ten sam, który prowadzi warsztaty wspinaczkowe?
– Tak! – Felicja załamała skrzydła. – Wczoraj przyniósł mi kosz najlepszych owoców mango. Potem tańczył przede mną na jednej łapie, naśladując mój taniec! To było… krępujące!
Alfred powoli zanotował w swoim notatniku.
– A czy wcześniej chociaż rozmawialiście ze sobą?
– Nigdy! Spotykaliśmy się na rynku, na festiwalach, ale ledwo się witaliśmy!
Patrycja zapisała w dzienniku: „Flamingowa Felicja – Lemur Lucjan. Nagłe zauroczenie. Nietypowe.”
W tym momencie przez drzwi wparował Jeż Jerzy. Jego kolce były nastroszone bardziej niż zwykle.
– Dzień dobry… – powiedział cicho, kręcąc się nerwowo. – Mam problem.
– Proszę, panie Jerzy – Kuba wskazał drugie krzesło. – Czym możemy służyć?
Jeż usiadł ostrożnie, żeby nie poprzyklejać się kolcami do mebla.
– Dzik Darek ciągle kręci się koło mojej norki – wyszeptał. – Przynosi żołędzie. Całe stosy! I śpiewa! W nocy!
Patrycja uniosła brwi.
– Dzik Darek? Ten sam, któremu pomogliśmy w sprawie znikających żołędzi?
– Tak! – Jerzy westchnął. – Ja lubię żołędzie, naprawdę! Ale nie w taki sposób! On patrzy na mnie tak… dziwnie.
Alfred zapisał: „Jeż Jerzy – Dzik Darek. Śpiewy nocne. Żołędzie.”
Kuba zaczął coś mówić, ale wtedy do biura wszedł Krokodyl Karol. Szedł powoli, niepewnie, rozglądając się na boki.
– Ekhm… mogę? – zapytał cicho.
– Oczywiście! – Zofia skinęła głową.
Krokodyl usiadł i pochylił się bliżej detektywów. Mówił szeptem:
– Mam bardzo… delikatny problem. Pani Gazela Grażyna zaleca się do mnie.
Wszyscy detektywi spojrzeli na siebie zaskoczeni.
Patrycja mrugnęła kilka razy.
– Gazela? Ta, która zawsze unika pańskiego terenu przy jeziorze?
– Tak! – Karol pokiwał wielkim łbem. – A teraz codziennie przychodzi, przynosi mi świeżą trawę, pyta czy dobrze spałem… To bardzo miłe, ale… dziwne.
Alfred nachylił się.
– A czy pan sam czuje coś nietypowego?
Krokodyl zaczerwienił się (na ile może zaczerwienić się krokodyl – lekko zmienił odcień skóry na bardziej różowawy).
– No… – zaczął cicho. – Od kilku dni… podobają mi się śpiewy pani Hipopotamowej Hani. I sposób, w jaki nurkuje. To takie… eleganckie.
Patrycja zapisała gorliwie: „Krokodyl Karol – Gazela Grażyna (zaleca się do niego). Karol zauroczony Hipopotamową Hanią.”
Detektywi spojrzeli po sobie. Zofia była pierwsza, która to powiedziała:
– To bardzo dziwne. Zwykle zakochania mają jakiś sens… Flamingo z flamingiem, dziki z dzikami…
Alfred dodał powoli:
– A tu same nietypowe połączenia.
Kuba założył kapelusz bardziej stanowczo.
– Prawda, że za kilka dni jest 14 lutego? Święto Zakochanych?
Patrycja skinęła głową.
– Tak, ale zwykle w tym dniu zwierzęta, które się lubią, wręczają sobie drobne upominki albo idą razem na kolację. To nie wyjaśnia…
– …przypadkowych zauroczeń w gatunki, które się nawet nie spotykają! – dokończyła Zofia.
Kuba wstał i podszedł do okna.
– To sprawa dla Zwierząt Detektywów! Musimy zbadać, co się dzieje!
Gdy Zwierzęta Detektywi kończyły porady, Krokodyl Karol zatrzymał się jeszcze na moment. – A, i jeszcze jedno – powiedział – wszystkie zakochane zwierzęta wcześniej piły wodę z jeziora, bo dzisiaj jest wyjątkowo gorąco.
Rozdział 4: Pierwsze śledztwo – epidemia zakochanych
Detektywi wyszli z biura i ruszyli przez dżunglę, pytając inne zwierzęta o ich samopoczucie.
Pierwszą, którą spotkali, była Papuga Pola. Siedziała na gałęzi, wyglądając na zakłopotaną.
– Pani Polo! – zawołała Patrycja. – Czy wszystko w porządku?
Pola zatrzepotała skrzydłami nerwowo.
– Nie wiem, jak to powiedzieć… ale… ostatnio bardzo mi się podoba Wąż Walenty. Mam ochotę z nim rozmawiać, śpiewać dla niego…
Zofia uniosła szyję w szoku.
– Wąż?! Ale przecież…
– Wiem! – Pola zakryła dziób skrzydłem. – To nie ma sensu! Węże jedzą ptaki! A ja się boję węży!
Szli dalej i spotkali Wiewiórkę Wandę, która dźwigała wielki kosz orzechów.
– Dokąd pani idzie z takim ciężarem? – zapytał Alfred.
– Do pana Słonia Stefana – odpowiedziała Wanda, dysząc. – Chcę mu dać te orzechy w prezencie. Jest taki… mądry i duży.
Patrycja wyjęła notes.
– Ale pani Wando… słoń nie je orzechów.
– Wiem! – Wanda westchnęła. – Ale nie mogę przestać o nim myśleć!
Kuba szepnął do Patrycji, pochylając się nisko:
– To już nie są pojedyncze przypadki. To… epidemia!
Patrycja szepnęła w odpowiedzi, stojąc na tylnych łapkach:
– Musimy znaleźć wspólny mianownik. Coś łączy wszystkie te przypadki!
Nagle z góry dobiegł ich głośny krzyk Zofii:
– PATRZCIE! MYSZ ZAKOCHANA W ORLE!
Wszyscy podbiegli. Rzeczywiście, mała mysz polna stała pod wielkim drzewem, na którym siedział Orzeł Oskar. Mysz trzymała bukiet polnych kwiatów.
– Panie Oskarze! – wołała. – Przyniosłam panu kwiaty!
Orzeł patrzył na nią z góry, wyraźnie zdezorientowany.
– Ekhm… dziękuję… ale ja… poluję na myszy. To znaczy… normalnie. Ale dzisiaj jakoś nie mam ochoty.
Alfred stanął pośrodku polany i krzyknął donośnie:
– UWAGA, WSZYSCY! CZY KTOŚ JESZCZE CZUJE SIĘ DZIWNIE?!
Z zarośli wyszło kilkanaście zwierząt, każde wyglądające na zakłopotane.
– Ja się zakochałem w kaktusie – powiedział Jeżozwierz Edmund.
– A ja w kamieniu! – dodała Żółwica Zyta.
Patrycja notowała gorliwie wszystkie przypadki. Lista rosła.
Rozdział 5: Hipoteza numer 1 – Planety w linii
Detektywi wrócili do biura i rozłożyli wszystkie notatki na stole.
– Musimy znaleźć logiczne wytłumaczenie – powiedziała Patrycja, przewracając kartki w swojej księdze.
Zofia wyciągnęła wielką księgę astronomiczną.
– Sprawdzę, czy nie dzieje się coś niezwykłego na niebie.
Przewracała strony, aż znalazła odpowiedni rozdział.
– Aha! Słuchajcie tego: „W tym tygodniu Merkury, Wenus, Saturn, Jowisz, Uran i Neptun będą w jednej linii na niebie. To rzadkie zjawisko astronomiczne.”
Alfred powoli podniósł nos.
– Czy to może wpływać na zwierzęta?
Patrycja przeczytała dalej:
– „W starożytnych legendach wierzono, że takie ustawienie planet wpływa na emocje istot żywych…” Ale dalej jest dopisek: „Współczesna nauka nie potwierdza tych teorii.”
Kuba podszedł do okna i patrzył w niebo przez lupę (co wyglądało dość komicznie).
– Hmm… widzę kilka jasnych punktów… Ale czy to naprawdę może sprawić, że gazela zaleca się do krokodyla?
Zofia pokręciła głową.
– To zbyt mało dowodów naukowych. Musi być coś innego.
Patrycja przekreśliła w notatniku: „Hipoteza 1: Planety – mało prawdopodobne.”
Rozdział 6: Hipoteza numer 2 – Czar lub klątwa
Alfred wstał i podszedł do półki z księgami.
– A może to… czar? Albo klątwa?
Wszyscy spojrzeli na niego.
– Czary nie istnieją – powiedziała Patrycja niepewnie.
– …chyba że w baśniach – dodała Zofia.
Alfred wyciągnął starą księgę o magicznych roślinach.
– Ale niektóre rośliny mają dziwne właściwości. Może ktoś użył jakiejś mikstury?
Kuba usiadł i zadumał się.
– Musiałby to być bardzo silny czar, żeby dotknął tak wiele zwierząt jednocześnie.
Patrycja policzyła przypadki w swoim notatniku.
– Ponad trzydzieści zwierząt zgłosiło podobne objawy. To byłaby… potężna magia.
Zofia spojrzała na księgę.
– A poza tym, kto miałby motyw, żeby zaczarować całą dżunglę?
Alfred powoli zamknął księgę.
– Racja. To też wydaje się mało prawdopodobne.
Patrycja przekreśliła: „Hipoteza 2: Czar/klątwa – zbyt wielu dotkniętych, brak motywu.”
Rozdział 7: Hipoteza numer 3 – Nietypowe rośliny
Kuba zerwał się z krzesła.
– A może zakwitły jakieś dziwne kwiaty? Rośliny, które wydzielają dziwne zapachy i wpływają na emocje?
Alfred natychmiast ożywił się.
– To mogę sprawdzić! Mój nos wyczuje każdą nietypową roślinę!
Detektywi ruszyli przez dżunglę. Alfred prowadził, węsząc przy każdym krzaku, każdym kwiecie. Zofia wyciągała szyję, sprawdzając najwyższe drzewa. Patrycja badała małe rośliny przy ziemi przez lupę.
Ala frunęła wysoko.
– Sprawdzę korony drzew!
Gdy przechodzili obok jeziora, Alfred zatrzymał się nagle. – Patrycjo, chodź tutaj – zawołał.
Mysz podbiegła z lupą. – Woda ma dziwny, lekko różowawy odcień – zauważyła, badając powierzchnię jeziora. – I pachnie słodko, jak kwiatami.
Po godzinie intensywnych poszukiwań spotkali się z powrotem na polanie.
– Nic niezwykłego – westchnął Alfred. – Normalne kwiaty tropikalne, trochę paproci, liany… Wszystko jak zawsze.
Ala potwierdziła:
– Żadnych obcych roślin w koronach. Wszystko znajome.
Patrycja zapisała: „Hipoteza 3: Nietypowe rośliny – nie znaleziono.”
Detektywi zaczęli się niecierpliwić. Słońce chyliło się ku zachodowi, a oni wciąż nie mieli odpowiedzi.
Rozdział 8: Przełom – sportowcy też dotknięci!
Kuba nagle zatrzymał się.
– Chwila! A co z olimpijczykami? Oni przyjechali z innych krajów! Może oni wiedzą coś, czego my nie wiemy?
Wszyscy podbiegli nad jezioro. Treningi właśnie się kończyły. Na brzegu odpoczywały różne drużyny.
Detektywi podeszli najpierw do Bocianów, które właśnie pakowały swój sprzęt.
– Przepraszamy – powiedziała Patrycja. – Czy moglibyśmy zadać pytanie?
Bocian Bernard skinął głową.
– Oczywiście!
– Czy czujecie się ostatnio… dziwnie? – zapytała Zofia delikatnie.
Bernard zawahał się.
– No… właściwie tak. Odkąd tu przyjechałem, zaczęła mi się podobać ta masażystka wydra z zespołu mrówkojadów. Mam ochotę z nią rozmawiać, przynosić jej rybki…
Drugi bocian, Bogdan, dodał:
– A mnie podobają się te pandy. Chciałbym z nimi trenować.
Patrycja i Kuba wymienili spojrzenia.
Podeszli do Borsuków z europejskiego zespołu.
– Panie Borsuczku – Alfred zapytał powoli. – Czy wszystko w porządku?
Borsuk Bartek westchnął.
– Szczerze? Nie. Mam ochotę dawać prezenty tej papudze, choć ją wczoraj poznałem. To nie ma sensu!
Patrycja szepnęła do Kuby:
– Oni też! To nie dotyczy tylko mieszkańców dżungli!
Kuba szepnął w odpowiedzi:
– Musi być coś, co łączy wszystkich. Coś wspólnego…
Alfred podszedł bliżej i zapytał bardzo konkretnie:
– Czy piliście wodę z jeziora?
Bocian Bernard kiwnął głową.
– Tak, oczywiście. Codziennie po treningu.
Borsuk Bartek potwierdził:
– My też. Jest świeża i chłodna.
Patrycja otworzyła notes i szybko przejrzała wszystkie przypadki.
– Flamingowa Felicja pije z jeziora… Jeż Jerzy też… Krokodyl Karol mieszka w jeziorze!
Zofia krzyknęła podekscytowana:
– TO JEZIORO! COŚ JEST Z WODĄ W JEZIORZE!
