Lot do Helsinek minął wyjątkowo spokojnie. Kolejki przy odprawie były krótkie, a kontrola bagażu szybka. W Helsinkach przesiadka również odbyła się bez żadnych problemów. Detektywi siedzieli w holu lotniska, z niecierpliwością wyczekując ostatniego etapu podróży.
— Jeszcze tylko godzina lotu i dotrzemy do Mikołaja — powiedział Kuba, poprawiając swój kapelusz myśliwski. — Misja prawie ukończona!
Wsiedli do samolotu lecącego do Rovaniemi. Gdy samolot wzniósł się w powietrze i skierował na północ, z okna rozciągał się widok jak z bajki. Poniżej lśniły zaśnieżone lasy ciągnące się po horyzont, zamarzniętе rzeki jak srebrne nitki wijące się przez białą krainę i małe miasteczka z przytulnymi domkami tonącymi w puchu śniegu. Słońce już dawno zaszło – o tej porze roku w Laponii panowała polarna noc. Niebo miało kolor ciemnego granatu, a śnieg lśnił bladoniebieskim blaskiem w świetle księżyca.
— Jakie to piękne — wyszeptała Zofia, wychylając szyję, aby lepiej widzieć przez okno.
Patrycja rozłożyła swoją małą mapę i zaznaczyła palcem trasę.
— Jesteśmy bardzo blisko. Za chwilę lądujemy.
W kabinie rozległ się spokojny głos kapitana:
— Proszę zapiąć pasy. Przygotowujemy się do lądowania.
Detektywi wyprostowali się i zapięli pasy. Alfred schował notes, w którym robił szkice psich zaprzęgów.
Ale zamiast opadać, samolot nagle zaczął nabierać wysokości. Silniki zaczęły pracować głośniej, a maszyna wykonała szeroki krąg nad lotniskiem.
— Co się dzieje? — zapytała zaniepokojona Patrycja, przytrzymując plecak z kompasem.
Pasażerowie zaczęli szeptać między sobą i rozglądać się niepewnie. Przez głośniki ponownie odezwał się kapitan, tym razem z lekkim zakłopotaniem w głosie:
— Szanowni pasażerowie, informujemy, że z powodu awarii oświetlenia pasa startowego nie możemy wylądować w Rovaniemi. Skierujemy się na lotnisko zapasowe w Kemi-Tornio. Przepraszamy za utrudnienia.
Alfred wypuścił powietrze przez nos i pokręcił głową.
— Awaria oświetlenia? Akurat teraz, gdy jesteśmy tak blisko?
— To znowu on — powiedziała cicho Zofia, spoglądając na Patrycję. — Znowu Szakal Szymon, prawda?
Patrycja ostrożnie dotknęła plecaka leżącego u jej stóp.
— Obawiam się, że tak. Ale kompas jest bezpieczny. I dotrzemy do celu, cokolwiek by się działo.
Lądowanie w Kemi-Tornio
Po trzydziestu minutach samolot wylądował płynnie na małym lotnisku w Kemi-Tornio. Terminal był skromny, ale przytulny – nowoczesny budynek z drewnianymi elementami elewacji, otoczony białymi polami i lasami. W środku panowała spokojna atmosfera – kilka rodzin z dziećmi, turyści w puchowych kurtkach, lokalni mieszkańcy. Detektywi starali się wtopić w tłum, choć lew w kapeluszu i żyrafa w okularach wyglądali dość nietypowo.
— Musimy się śpieszyć — szepnęła Patrycja, sprawdzając zegarek. — Do Świąt zostało mniej niż siedem dni. Mikołaj musi jeszcze spakować prezenty i wyruszyć w podróż!
Personel lotniska poinformował pasażerów, że autokary podstawione zostaną w ciągu godziny, aby przewieźć wszystkich do Rovaniemi.
Po godzinie oczekiwania nadeszła kolejna wiadomość – autokar opóźni się o następną godzinę.
Kuba westchnął ciężko.
— Nie możemy tak długo czekać. Każda minuta się liczy.
Zofia zmarszczyła brwi.
— A jeśli to znowu Szakal Szymon? Co jeśli opóźnienia będą coraz większe, a my utkniemy tutaj na całą noc?
Alfred skinął głową, wpatrując się w zaśnieżony parking za oknem.
— Jeśli będziemy czekać kolejną godzinę, a potem jeszcze dwie na jazdę… stracimy cały wieczór. Może nawet więcej.
W tym momencie przez hol lotniska przeszedł piękny pies rasy husky. Miał gęste białe i szare futro, przenikliwe niebieskie oczy i poruszał się pewnie między ludźmi, jakby doskonale wiedział, dokąd zmierza. Co dziwne, nie było z nim żadnego opiekuna.
Pies podszedł prosto do Detektywów i usiadł przed nimi z godnością.
— Witajcie, Zwierzęta Detektywi — powiedział niskim, spokojnym głosem. — Nazywam się Haskuś.
Kuba aż podskoczył.
— Mówiący husky!
Haskuś uśmiechnął się – o ile pies w ogóle może się uśmiechnąć.
— W Laponii wiele stworzeń potrafi mówić, jeśli tylko trzeba. Renifer Złośnik czekał na was na lotnisku w Rovaniemi. Widział awarię oświetlenia i od razu podejrzewał sabotaż. Elfy już sprawdzają, kto za tym stoi, ale wszystko wskazuje na Szakala Szymona.
Patrycja skinęła głową z powagą.
— Wiedziałam.
— Złośnik poprosił mnie i moich przyjaciół, abyśmy was bezpiecznie przewieźli do Wioski Mikołaja — ciągnął Haskuś. — Pojedziecie ze mną. W tradycyjnych fińskich saniach – ahkio.
Zofia uniosła brew.
— Ahkio?
Haskuś wyjaśnił cierpliwie:
— To lekkie drewniane sanie używane w Laponii od tysięcy lat. Najstarszy znaleziony biegun sań w Finlandii ma około dziewięciu tysięcy lat! W naszej kulturze psie zaprzęgi od zawsze służyły do transportu ludzi i towarów przez zaśnieżone tereny, a także do wypasu reniferów.
Przez zaśnieżoną krainę
Na zewnątrz budynku, na zaśnieżonym parkingu, czekał zaprzęg składający się z dziewięciu psów husky. Sanie – ahkio – były lekkie, wykonane z giętego drewna, z niewielką platformą do stania z tyłu i miejscem na bagaże z przodu.
Psy powitały Haskusia radosnym szczekaniem, merdając ogonami i podskakując z ekscytacji.
— Gotowi do drogi? — zapytał Haskuś, sprawdzając uprzęże.
Detektywi wsiedli ostrożnie do sań. Kuba stanął z tyłu na płozach jako „maszer” – tak nazywa się osobę kierującą zaprzęgiem – ale to Haskuś przewodził całej drużynie, wybierając najlepsze trasy przez las.
— Trzymajcie się mocno! — zawołał Haskuś i wydał krótkie polecenie w języku husky.
Psy ruszyły.
Detektywi byli zdumieni prędkością, z jaką sanie pędziły przez śnieg. Płozy świstały, mroźny wiatr szczypiał w policzki, a drzewa migały po obu stronach jak białe cienie. Las wydawał się niekończący – cichy, spokojny, pełen tajemnic.
— Niesamowite! — zawołał Kuba, kurczowo trzymając się uchwytów.
Zofia wychyliła długą szyję do tyłu i patrzyła w niebo. Gwiazdy lśniły tak jasno, jakby ktoś rozsypał po niebie brylanty. W polarnej nocy, z dala od miast, widać było więcej gwiazd niż kiedykolwiek wcześniej.
Po dwóch godzinach zatrzymali się w małej osadzie, gdzie czekał już kolejny zaprzęg z psami.
— Psy potrzebują odpoczynku — wyjaśnił Haskuś, kładąc się wygodnie na ciepłej derze. — Ale czeka na was już świeża drużyna.
Nowe psy aż rwały się do biegu, podskakując niecierpliwie i ciągnąc za uprzęże.
— One uwielbiają biegać — dodał Haskuś z dumą. — Taki wysiłek pomaga im zachować mocne mięśnie i zdrowie. Dla husky bieganie to radość i potrzeba. Dojedziecie na czas, obiecuję.
Później zmienili zaprzęg jeszcze raz. Po niecałych sześciu godzinach jazdy przez zaśnieżone lasy i rozległe równiny wreszcie ujrzeli światła.
To Wioska Mikołaja w Rovaniemi – ucieszyła się Zofia.
U bram Wioski Mikołaja
Była głęboka polarna noc, ale Wioska Mikołaja świeciła jak gwiazda. Wszędzie wisiały lampki – czerwone, złote i białe – tworząc ciepłą, magiczną atmosferę. Wielki drewniany dom Mikołaja z czerwonym dachem i białymi ozdobami stał dumnie w centrum. Tuż obok znajdowała się Poczta Mikołaja, w której elfy krzątały się przy stertach listów przysyłanych przez dzieci z całego świata. Przez środek wioski przebiegała wyraźna błyszcząca linia – to był oficjalny znacznik Koła Podbiegunowego. Na tablicy widniał napis: „66°33’N – Napapiiri – Arctic Circle”.
— Jesteśmy dokładnie na Kole Podbiegunowym — wyszeptała Patrycja, patrząc z zachwytem.
Przed głównym wejściem czekał Renifer Złośnik. Jego rogi lśniły w świetle kolorowych lampek, a czerwony szalik powiewał lekko na chłodnym wietrze.
— Nareszcie! — zawołał radośnie, podchodząc do nich. — Dotarliście bezpiecznie!
Ruszył w stronę dużego, jasno oświetlonego budynku. Detektywi wymienili zdziwione spojrzenia.
— Nie idziemy do domu Mikołaja? — zapytał Alfred, wskazując na inny budynek.
Złośnik uśmiechnął się.
— Właśnie prowadzę was do domu Pani Mikołajowej. To tam omawiamy takie ważne sprawy. To jej królestwo – miejsce planowania, naradzania się i podejmowania najważniejszych decyzji. Dom Mikołaja zobaczymy później.
Zaprowadził ich do środka. W domu było ciepło i przytulnie – płomienie tańczyły w kominku, a powietrze pachniało cynamonem, goździkami i świeżo upieczonymi piernikami.
Pani Mikołajowa, miła kobieta w czerwonej sukience i białym fartuchu, przywitała ich szerokim uśmiechem.
— Jesteście bohaterami — powiedziała serdecznie, nalewając im gorące kakao. — Wszyscy słyszeliśmy o waszej odważnej misji.
Poczęstowała ich również kawałkami domowego ciasta czekoladowego z wiśniami. Detektywi jedli w milczeniu, rozkoszując się smakiem i ciepłem.
Złośnik usiadł naprzeciwko nich przy stole i zaczął wyjaśniać:
— Mikołaj już wyruszył. Wraz z kilkoma innymi zaprzęgami reniferów rozwozi teraz prezenty do specjalnych magazynów rozmieszczonych na całym świecie. Nawet magiczne sanie nie pomieściłyby wszystkiego naraz. A w Wigilię wyruszy ponownie – tym razem dostarczy prezenty bezpośrednio do domów dzieci.
Zofia uniosła głowę.
— Więc… zdążył wyruszyć?
— Tak — potwierdził Złośnik z uśmiechem.
Po chwili odpoczynku i rozmowy o życiu w Laponii wyszli na zewnątrz. Mróz był odczuwalny, ale łagodny – około minus dziesięciu stopni. Niebo rozświetlały gwiazdy, a w oddali, nad horyzontem, tańczyły bladozielone smugi zorzy polarnej.
Kuba zmarszczył brwi.
— Ale… co z kompasem? Przecież Mikołaj miał problem. Jak wyruszył bez niego?
Alfred ostrożnie wyciągnął kompas z plecaka Patrycji i położył go na zmrożonym siedzeniu stojącego obok skutera śnieżnego.
Złośnik spojrzał na kompas, a potem na Detektywów. W jego oczach błyszczała tajemnica.
— Mikołaj wróci za tydzień, po zakończeniu misji. Wtedy wszystko wam wyjaśni. Spisaliście się znakomicie. Nawet nie wiecie, jak bardzo pomogliście. Dzięki wam wszystkie dzieci dostaną swoje prezenty.
Patrycja zmarszczyła czoło.
— Ale… jak? Przecież mówiłeś, że bez kompasu miał problem!
Złośnik tylko pokiwał głową.
— Wszystko wyjaśni się w ostatnim odcinku — powiedział z tajemniczym uśmiechem. — A teraz – odpocznijcie. Naprawdę na to zasłużyliście. Przygotowaliśmy dla was przytulne pokoje w Gościnnym Domku Elfów, tuż obok Poczty Mikołaja. I zapraszam do prawdziwej fińskiej sauny! To najlepsza nagroda po długiej podróży przez mroźną krainę. Mikołaj wróci za tydzień i będzie chciał wam osobiście podziękować.
Detektywi spojrzeli po sobie. Misja była ukończona. Kompas dotarł na miejsce. Ale pozostała jeszcze jedna zagadka:
Dlaczego ten kompas wyglądał tak zwyczajnie? I jaka była prawdziwa tajemnica całej misji?
