Rozdział 1. Zniknięcie bibuły
Rano szkoła jeszcze spała, ale w sali półkolonii artystycznych już panował ruch. Pani Ada układała kredki, nożyczki, kolorowe kartki i kubki z wodą. Na stole czekały miseczki z farbami, a przy oknie stały dwa wielkie pudła z materiałami na pierwszy dzień zajęć.
W planie była bibuła. Dużo bibuły. Niebieska, fioletowa, zielona, czerwona, żółta – do wycinania, skręcania, zwijania, a przede wszystkim do malowania. Najpierw moczymy bibułę, później malujemy nią plamy, a potem te plamy obrysowujemy, wyszukując różne kształty.
Pani Ada zamrugała, otworzyła jedno pudło, potem drugie, zajrzała pod stół, za szafkę i do szuflady. Bibuły nie było ani kawałka.
– Ojej… – westchnęła cicho.
W sali było jeszcze pusto, więc jej głos odbił się od ścian jak małe echo.
Przeszukała półki. Sprawdziła kosze na śmieci. Zaglądała nawet do pudeł po farbach, choć sama od razu wiedziała, że to bez sensu. Chwilę później zadzwoniła do swojej współpracowniczki, pani Zuzi.
– Czy bibuła była w piątek? – zapytała.
– Była – odparła pani Zuzia bez wahania. – Sama ją chowałam do sali.
Pani Ada zadzwoniła do dyrektorki szkoły.
– Nikt nie powinien tam wchodzić – usłyszała – Klucze miała pani Zuzia, a komplet techniczny był tylko dla ekipy remontowej.
Pani Ada usiadła ciężko na krześle.
Dzieci miały przyjść już za godzinę. Ola i reszta grupy najbardziej czekali na zabawy z bibułą. Bez nich pierwszy dzień półkolonii artystycznych byłby dużo mniej kolorowy.
Pani Ada spojrzała na zamknięte drzwi sali i podjęła decyzję.
– Trzeba wezwać detektywów. Szepnęła.
Rozdział 2. Portalem na czas
Zwierzęta Detektywi odpoczywali po wizycie w Krainie Przyjaźni i wielkim upale. Kuba rozciągał się na tarasie, Alfred czyścił nos z pyłku, Zofia porządkowała notatki, a Patrycja przeglądała książkę o zagadkach kolorów.
Ala siedziała na gałęzi i udawała, że jest bardzo zajęta, choć tak naprawdę podsłuchiwała wszystko z wielką ciekawością.
Wtedy zadrżało stare drzewo z witrażami.
W jego wnętrzu zabłysło okrągłe, złote światło. Portal otworzył się miękko, jakby ktoś rozsunął zasłonę ze słońca.
– Nowa sprawa! – zawołała Ala i pierwsza wzbiła się w powietrze.
Patrycja zabrała notes, Alfred długi płaszcz detektywa, Zofia małą torbę z przyborami, a Kuba już po drodze zapytał:
– Czy ta sprawa ma coś wspólnego z czymś kolorowym albo jadalnym?
– Na razie zniknęła bibuła – odrzekła Patrycja. – A to oznacza, że może być bardzo kolorowo, ale niekoniecznie jadalnie.
Portal połknął ich jeden po drugim i po chwili wyrzucił prosto na szkolny korytarz.
Pani Ada odetchnęła z ulgą.
– Dobrze, że jesteście.
– Zawsze w odpowiednim momencie – odparł Kuba.
Rozdział 3. Co zniknęło?
Detektywi od razu zaczęli od faktów. To była ich ulubiona część.
– Kiedy bibuła była jeszcze na miejscu? – spytała Patrycja.
– W piątek po południu – odpowiedziała pani Ada. – Pani Zuzia zamknęła salę, a potem nikt już tu nie wchodził.
– Jakie kolory? – dopytał Alfred.
– Głównie niebieski i fioletowy. Trochę zielonego, ale niewiele. Nic więcej nie zginęło.
– Czyli ktoś potrzebował właśnie bibuły, a nie innych rzeczy – zauważyła Zofia.
– Albo ktoś pomylił bibułę z czymś bardzo podobnym – dodał Kuba, zaglądając do pustego pudełka.
W sali wszystko wyglądało zwyczajnie. Stoliki, krzesła, szafki z materiałami, farby, pędzle, blok rysunkowy, nożyczki. Jednak Patrycja od razu zauważyła, że jeden kosz był przesunięty, jakby ktoś go odsunął w pośpiechu.
Alfred z kolei uniósł nos i powąchał powietrze.
– Czuję farbę – mruknął. – I to nie taką sprzed tygodnia. Świeżą.
Pani Ada zdziwiła się.
– Naprawdę? To ciekawe… Kiedy rano weszłam do sali, niczego takiego nie czułam.
– Nos bywa pożyteczny – stwierdził Alfred z powagą.
Rozdział 4. Trop na schodach
Najpierw sprawdzili całą salę. Potem ruszyli w stronę korytarza. Wtedy usłyszeli to: głuchy szum, jakby coś skrobało od wewnątrz.
Patrycja natychmiast nastawiła uszy.
– Coś tam jest – szepnęła wskazując na stojący w rogu kosz na śmieci.
Kuba wysunął się przed nią, choć jego ogon zdradzał, że sam niezbyt chce iść pierwszy. Chwycił leżący w kącie kij od szczotki, jakby to była najsolidniejsza broń na świecie, i zaczął zbliżać się do kosza powolnym, „odważnym” krokiem.
– Odsuńcie się – szepnął. – Ja to sprawdzę.
Wszyscy wstrzymali oddech. Kuba podniósł pokrywę jednym szybkim ruchem.
– Aaa! – rozległo się z wnętrza.
– Aaa! – odpowiedział Kuba, odskakując w tył razem z kijem.
W koszu, cała w skrawkach papieru, siedziała… Ala.
– Sprawdzałam, czy bibuła nie wpadła tu przypadkiem! – wyjaśniła, poprawiając pióra. – Ale nachyliłam się za mocno i nie wiedziałam, co to za ciemność.
Kuba oparł kij o ścianę, próbując wyglądać, jakby wcale się nie bał.
– Wiedziałem, że to ty. Kij to na wszelki wypadek.
Po tym zdarzeniu w końcu wyszli do ogrodu, a stamtąd na boczne schody prowadzące na pierwsze piętro.
Alfred zatrzymał się przy jednym stopniu.
– Tutaj coś jest.
Na drewnianej powierzchni widać było ledwie widoczny ślad, jakby ktoś stanął tu nieuważnie i zostawił odcisk podeszwy.
– A tu – dodał, pochylając się niżej – pachnie świeżą farbą.
Zofia spojrzała w górę.
– To ma sens. Na pierwszym piętrze trwa remont.
Pani Ada zmarszczyła czoło.
– Ja o tym wiem, ale robotnicy weszli osobnym wejściem. Nie mieli żadnego powodu, żeby zaglądać tutaj.
Kuba skrzyżował łapy na piersi.
– W takim razie może ktoś zaglądał i nie chciał, żebyśmy to zauważyli.
Na klamce od bocznych drzwi Patrycja znalazła jeszcze coś: drobny ślad dłoni.
– Ale w rękawiczce – oznajmiła. – Widać tylko delikatny odcisk.
Zofia aż pstryknęła kopytami.
– Jeden z malarzy, których widziałam, miał rękawiczki! To był ten wysoki w niebieskiej czapce z daszkiem. Chyba po to, żeby nie brudzić ścian.
– Albo ścian nie brudzić, albo czegoś nie zostawiać – szepnęła Ala z góry.
Rozdział 5. Nad oknem
Kuba wzruszył ramionami.
– To chyba czas na klasyczne detektywistyczne ustawienie zwierząt w wieżę.
– Bardzo nieklasyczne, ale skuteczne – odparła Patrycja.
Alfred podniósł łapę z pełnym przekonaniem.
– Ja mogę stanąć na Kubie. A na mnie może stanąć Patrycja.
Kuba spojrzał na niego z powątpiewaniem.
– Pamiętasz, co było ostatnio? Zaplątałeś pazury w mojej grzywie na dobre pół godziny. A jakaś mrówka wypadła ci z kieszeni i szukaliśmy jej po całej grzywie tydzień.
– To był wyjątkowy tydzień – bronił się Alfred.
– Wyjątkowo swędzący – dodał Kuba.
Wtedy Zofia wysunęła szyję do przodu.
– Ja stanę przy oknie. Patrycja usiądzie na mojej szyi i będzie mogła wszystko usłyszeć bez żadnej wieży z pazurami.
– To brzmi dużo bezpieczniej – przyznał Alfred z ulgą.
Patrycja już wspinała się lekko po szyi Zofii, kiedy Ala sfrunęła obok, pilnując, żeby nikt nie przechodził pod oknem.
Przez uchylone okno dobiegały głosy robotników z pierwszego piętra.
– Ktoś szuka bibuły? – odezwał się jeden.
– Oby nie szukał tutaj – mruknął drugi.
Detektywi zamarli.
– Mamy trop – szepnęła Patrycja.
Ale to jeszcze nie był dowód.
Rozdział 6. Mały trik
Wrócili na dół i przez chwilę udawali, że zajmują się czymś zupełnie innym. Patrycja rozłożyła notes. Zofia układała pędzle. Kuba poprawiał krzesła. Alfred chodził po sali i patrzył, jakby myślał o czymś bardzo skomplikowanym.
W pewnym momencie robotnicy wyszli do auta po farby.
– Teraz – syknęła Patrycja.
Szybko zamontowali przy wejściu do sali małe białe urządzenie, które tylko wyglądało jak kamera – bez kabli, bez nagrywania, ale za to bardzo przekonująco błyskało czerwoną lampką. Gdy robotnicy wracali z farbami, Kuba podniósł głos tak, żeby było go słychać przez pół korytarza.
– No, kamera wszystko nagrała. Już wiemy, kto zabrał bibułę. Teraz tylko czekamy, aż plik się skopiuje.
Przez otwarte drzwi głos niósł się aż na schody.
Alfred spojrzał na niego z uznaniem.
– Dobry teatr.
Nie minęła chwila, a jeden z robotników wrócił tak szybko, że prawie wbiegł do sali.
– To ja! – wyrzucił z siebie wyraźnie przestraszony. – To ja wziąłem bibułę.
Pani Ada aż otworzyła szeroko oczy.
– Wziąłeś???
Mężczyzna spuścił wzrok.
– Wylała mi się farba. Musiałem czymś szybko ją wchłonąć. Miałem klucze do wszystkich sal, bo miałem pomagać przy remoncie, ale pani dyrektor kazała mi o tym nie mówić, żeby dzieci się nie niepokoiły. Pomyślałem, że nikt nie zauważy. Bibuła świetnie chłonie farbę, a ja i tak chciałem ją potem odkupić.
– Tylko że zepsuł mi się samochód – dodał po chwili. – Chciałem pojechać do sklepu jeszcze dziś rano, ale nie zdążyłem.
Patrycja odłożyła notes.
– Gdybyś od razu powiedział pani Adzie, na pewno znalazłoby się rozwiązanie.
Alfred pokiwał głową.
– Zawsze lepiej pytać niż brać bez pytania.
Kuba, który jeszcze przed chwilą robił groźną minę, teraz tylko westchnął.
– I oszczędza się stresu. A czasem także bardzo dziwnych scen z kamerą.
Rozdział 7. Wszystko wraca na miejsce
Właśnie wtedy do sali weszła pani Zuzia z ogromnym kartonem w rękach.
– Na szczęście miałam zapas w drugim magazynku – oznajmiła. – Kiedy zrozumiałam, że coś się dzieje, od razu po niego pojechałam.
Robotnik odetchnął z ulgą.
– Naprawdę przepraszam. Chciałem dobrze, tylko zrobiłem to w najgorszy możliwy sposób.
Pani Ada skinęła głową, już spokojniejsza.
– Następnym razem po prostu zapytaj. I oddawaj to, co pożyczasz.
Po chwili wszyscy pomagali układać nową bibułę. Niebieska leżała w jednej teczce, fioletowa w drugiej, a dziecięce stoliki znów nabrały koloru.
W korytarzu zaczęły już pojawiać się pierwsze dzieci.
Ola przyszła z szerokim uśmiechem. Za nią szły z rodzicami inne dzieci – Kuba, druga Ola i Amelka. Niczego nie wiedziały o porannym śledztwie.
– Ojej, ale tu kolorowo! – zachwyciła się Ola.
– I zaraz będzie jeszcze bardziej kolorowo – zapowiedziała Pani Ada.
Rozdział 8. Ciche zniknięcie
Zwierzęta Detektywi spojrzeli na siebie. Ich praca była skończona, a za chwilę zaczynały się już prawdziwe zajęcia. Trzeba było wracać, zanim ktokolwiek zauważy, że ktoś wyjątkowo rozgadał się w szkolnej sali.
– Czas zniknąć – szepnęła Ala.
Detektywi przecisnęli się cicho przez boczne drzwi, przemykając za szkołę. Tam, ukryci między krzakami, jeszcze przez chwilę patrzyli, jak dzieci wchodzą do środka z plecakami i ciekawymi minami.
Nie miały pojęcia, że pierwsze godziny półkolonii zaczęły się od wielkiej zagadki.
Pani Ada wcześniej pożegnała ich przy drzwiach, a potem rozległ się śmiech, szelest papieru i pierwsze plamy tworzone rozmokniętą bibułą.
Detektywi udali się prosto do portalu w magicznej witrażowej wierzbie.
W dżungli, po drugiej stronie, Kuba przeciągnął się i uśmiechnął.
– No proszę. Znowu udało się uratować czyjś dzień.
Patrycja zamknęła notes.
– I znowu pomogła uważność.
– A także bardzo dobry nos – dodał Alfred.
Zofia roześmiała się cicho.
– I porządne ustawienie zwierząt w wieżę.
Ala zakręciła w powietrzu kółko.
– Najważniejsze, że dzieci miały udaną zabawę i twórczo spędziły czas.
I tak półkolonie artystyczne rozpoczęły się dokładnie tak, jak powinny: od zabawy, kolorów i nowej przygody. A w sali – już bez tajemnicy – czekały różowe, niebieskie i fioletowe arkusze, gotowe na wielkie dzieła małych artystów.
📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!
🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.
