Туптусь: казка для дітей

— Kapitanie Kubo, obudź się. — Głos Patrycji był spokojny, ale stanowczy.

Kuba zamrugał i powoli otworzył oczy.

Nad nim kołysały się liście palmy, a słońce zaglądało do hamaka ciepłymi promieniami. W oddali słychać było szum fal i ciche skrzypienie statku przycumowanego przy brzegu.

— Znowu śniło mi się coś dziwnego — mruknął Kuba.

— Znowu? — Ala siedziała na poręczy tarasu i poruszała skrzydłami. — U ciebie to chyba normalne.

Kuba usiadł ostrożnie, potarł czoło i rozejrzał się po obozie.

Obok domku stał Alfred z kubkiem herbaty. Zofia czytała książkę pod cieniem rozłożystego drzewa. Ruda Panda leżała na plecach i liczyła chmury. Patrycja trzymała notatnik, a na jej twarzy malowało się to szczególne spojrzenie, które oznaczało tylko jedno: już wszystko zapamiętała i za chwilę wszystko opisze.

— Opowiedz — powiedziała Patrycja. — Od początku.

Kuba westchnął.

— Śniło mi się, że jestem kowalem. Stałem przy kowadle, miałem młot, rozżarzone żelazo i kułem konia.

— To akurat brzmi całkiem pracowicie — zauważyła Zofia, nie odrywając wzroku od książki.

— I wtedy przyszedł rycerz — ciągnął Kuba. — W srebrnej zbroi, z dziwnymi, żółtymi oczami. Chciał złote podkowy.

Ruda Panda uniosła głowę.

— Złote podkowy? To bez sensu.

— Dokładnie to powiedziałem — odparł Kuba. — A on zaśmiał się takim śmiechem, jakby był bardzo zadowolony z własnego żartu. Powiedział, że nie zapłaci i zabrał gotowe podkowy.

Patrycja przestała pisać.

— I co było dalej?

Kuba zawahał się.

— Potem obudziłem się w kajucie. Okazało się, że to był sen. Ale nie zwykły. Bo potem śniło mi się, że jestem na statku. I że płyniemy w stronę Wyspy Dzikich Świń.

— A to już nie był taki zwykły sen — mruknął Alfred.

Kuba skinął głową.

— Na wyspie widzieliśmy dym. Potem spotkaliśmy Tuptusia.

— Królika Tuptusia — poprawiła go Ala z ważną miną.

— Tak, Królika Tuptusia. Był bardzo mądry i bał się, że ktoś go śledzi. Opowiedział nam o szpiegu i o mapie, którą ktoś skopiował dla Szakala Szymona. Potem szliśmy przez dżunglę, aż usłyszeliśmy szelest w krzakach.

— I? — szepnęła Patrycja.

Kuba zrobił dramatyczną pauzę.

— I wtedy… plum.

— Plum? — powtórzyła Ala.

— Obudziłem się. Kokos spadł mi na brzuch.

Przez chwilę wszyscy milczeli.

A potem Ruda Panda parsknęła śmiechem tak mocno, że aż spadła z trawy na siedzenie.

— Kokos jako zakończenie tajemniczej wyprawy! — zawołała. — To bardzo porządna przygoda.

— Bardzo bolesna — dodał Kuba z godnością.

Patrycja zamknęła notatnik.

— Ale ważne jest co innego. Twój sen nie był tylko snem. Mózg czasem miesza strach, wspomnienia i wyobraźnię. A jeśli do tego człowiek jest zmęczony… wychodzi z tego niezły galimatias.

— Czyli nie jestem szalony? — zapytał Kuba.

— Nie — odpowiedziała Zofia z uśmiechem. — Jesteś tylko kapitanem, który śpi bardzo intensywnie.

Alfred odstawił kubek.

— I który chrapie jak armata.

— To nieprawda — powiedział Kuba natychmiast.

— Słyszałem — odparł Alfred.

— Ja też — dodała Ala.

— I ja — powiedziała Ruda Panda.

Kuba skrzyżował ręce na piersi.

— Wszyscy przeciwko mnie.

— Nie wszyscy — odezwał się cichy głos.

Wszyscy odwrócili się.

Spod drzewa wyszedł Tuptuś. Miał na sobie mały plecak, okulary i gałązkę zaczepioną między uszami jak zwykle.

— Przepraszam, że przeszkadzam — powiedział nieśmiało. — Słyszałem waszą rozmowę. Chciałem tylko podziękować.

— Za co? — zapytał Kuba.

— Za to, że mi pomogliście. Gdybym został sam na wyspie, Szakal Szymon mógłby mnie odnaleźć. A wy uwierzyliście mi od razu.

Kuba pokiwał głową.

— To normalne. Jeśli ktoś woła o pomoc, trzeba mu pomóc.

Tuptuś uśmiechnął się lekko.

— I jeszcze za jedno. Dzięki wam nauczyłem się, że czasem najlepiej szukać odpowiedzi nie tylko w księgach, ale też w ludziach.

Patrycja uniosła palec.

— Bardzo mądre.

— Ja też jestem mądry — powiedział Kuba.

— Oczywiście — odrzekła Ala. — Szczególnie kiedy śpisz.

Wszyscy roześmiali się znowu.

Po chwili Kuba wstał z hamaka, przeciągnął się i spojrzał na statkujący przy brzegu okręt.

— Dobrze — powiedział. — To co teraz? Wracamy na wyspę?

— Nie dziś — odparł Alfred. — Najpierw odpoczynek, śniadanie i plan.

— A potem? — spytała Ala.

— Potem — powiedziała Patrycja, otwierając notatnik na nowej stronie — poszukamy dalej śladów Szakala Szymona i dowiemy się, kto naprawdę wysyłał wiadomości z wyspy.

Ruda Panda podniosła łapę.

— Ja mogę iść pierwsza. Mam bardzo dobry nos.

— A ja — dodał Tuptuś — mogę czytać stare mapy i szyfry.

— A ja — powiedziała Zofia — mogę przygotować prowiant.

— A ja? — zapytał Kuba.

Wszyscy spojrzeli na niego.

— Ty — odpowiedziała Patrycja z lekkim uśmiechem — będziesz kapitanem.

Kuba wyprostował się dumnie.

— No właśnie.

Wiatr poruszył liśćmi palm. Fale delikatnie uderzały o brzeg. Gdzieś daleko w dżungli odezwał się ptak.

A Kuba patrzył przed siebie i czuł, że ta przygoda jeszcze się nie skończyła.

Bo nawet jeśli czasem śni się coś dziwnego, a kokos spada na brzuch w najmniej odpowiednim momencie, to najważniejsze jest jedno: kiedy ktoś potrzebuje pomocy, przyjaciele zawsze są blisko.