Bajka do przeczytania – dla czytelników posiadających naszą książkę i klucz do zagadki
Słońce stało wysoko nad dżunglą, kiedy czwórka detektywów robiła sobie zasłużony odpoczynek. Na drewnianych tarasach bazy kołysały się cztery wiszące leżaczki – i każdy był inaczej zajęty.
Lew Kuba drzemiał z kapeluszem nasuniętym na oczy, wydając co jakiś czas głębokie mruczenie. Mysz Patrycja czytała gruby notatnik, popijając herbatę z ciasteczkami serowymi. Żyrafa Zofia wyglądała ponad koronami drzew, obserwując chmury. A Mrówkojad Alfred kiwał się sennie, trzymając na długim nosie małą słomkę.
Był to idealny, spokojny, zupełnie niedetektywistyczny dzień.
Aż tu nagle —
PUKPUKPUK!
Trzy energiczne uderzenia w bramÄ™ bazy.
— Co to?! — Kuba zerwał się z leżaczka i kapelusz wylądował prosto na nosie Alfreda.
— Spokojnie — powiedziała Zofia, wyciągając szyję ponad parkanem. — Przy bramie stoi… tukan!
Był to ptak o niezwykłej urodzie: kolorowy dziób wielki jak pół głowy, elegancki frak z czarnych i białych piór, a na szyi — przewieszony na jedwabnej wstążce — zwinięty pergamin.
— Tukan Teofil do usług! — zawołał ptaszek, kłaniając się ceremonialnie i wkładając przesyłkę między słupki bramy. — Pilna przesyłka dla Agencji Detektywów!
— Chwileczkę, mamy pytanie! — krzyknęła Patrycja, wyskakując z leżaczka.
Ale Teofil już rozłożył skrzydła. Zanim zdążyła dobiec do bramy, tukan był już tylko kolorową plamką znikającą między palmami.
Detektywi zebrali się wokół pergaminu. Był zawinięty w rulon i przewiązany zieloną nitką. Patrycja ostrożnie rozwinęła go na stole.
— Lupę! — zarządziła.
Alfred podał lupę, a cała czwórka pochyliła się nad pergaminem.
Widniały na nim dwa elementy: ozdobny napis kaligrafowanymi literami — Mądra Księga Zwierząt* — oraz rząd tajemniczych cyfr:
4–6, 7–9, 9–11, 4–6, 7–9, 4–6
Przez chwilÄ™ wszyscy milczeli.
— Numer telefonu? — odezwał się w końcu Kuba.
— W dżungli zupełnie inaczej się porozumiewamy, Kubo — powiedziała Patrycja, nie unosząc wzroku.
— No tak. — Kuba pokiwał głową. — A może to przekaz z kosmosu?!
— Kubooo… — powiedzieli jednocześnie Patrycja i Alfred.
— Zastanówmy się — odezwała się Zofia spokojnym głosem. — Jesteśmy detektywami. To musi być jakiś szyfr. A skoro napisano tutaj Mądra Księga Zwierząt, może to jest właśnie klucz.
Patrycja przygryzła wąsik.
— Zobaczcie, że 4–6 się powtarza. Aż trzy razy. — Wyjęła notes i zaczęła notować. — To na pewno nie przypadek. Dwie cyfry przy każdym haśle… może to strona i litera?
— Strona cztery — mruknął Alfred — i litera numer sześć?
— Właśnie! — Zofia ruszyła już w stronę biblioteczki. Stała na środkowej półce, oprawiona w zieloną skórę, sławna na całą dżunglę Mądra Księga Zwierząt.
Zofia otworzyła stronę czwartą.
— Mamy tu tytuł rozdziału: Leśne Baśnie. — Przyłożyła palec do tekstu i policzyła litery w tytule. — Litera numer sześć to… B.
— Zapisuję: B — powiedziała Patrycja.
— Teraz strona siódma — powiedział Alfred.
Zofia przewróciła kartki.
— Hmm. Tu nie ma tytułu rozdziału. Tylko pierwsza linijka tekstu.
— To liczymy litery w pierwszej linijce — zdecydowała Patrycja. — Bez spacji czy z?
— Chyba bez — odparł Alfred, drapiąc się w ucho.
Zofia przebiegÅ‚a palcem po linijce: „Dzikie ptaki dżungli”.
— Dziewięta litera bez spacji to… A.
— Mamy B, A… — Kuba nachylił się, poprawiając kapelusz.
— Teraz strona dziewiąta, litera jedenasta — powiedziała Patrycja, nie podnosząc nosa znad notesu.
Zofia otworzyła stronę dziewiątą.
— Tytuł: Magiczne zioła. Litera jedenasta… O.
Patrycja zapisała i odsunęła się od stołu.
— Mamy więc: B, A, O i — powtarzamy wcześniejsze — B–A–O–B–A–B.
— Baobab! — wykrzyknął Alfred, uderzając w stół z radości, aż herbata chlusnęła Kubie na kapelusz.
— Ba… BAL! — zawołał Kuba, nie doczytując do końca. — BAL BAL B… ktoś zaprasza nas na bal?!
— Ależ Kubo…
— No co? Dawno nie było żadnego przyjęcia — mruknął Kuba nieco urażony.
— BAOBAB — powiedziała wyraźnie Zofia. — To jest słowo: B–A–O–B–A–B.
Przez chwilÄ™ wszyscy patrzyli po sobie.
A potem Alfred klasnął w ręce.
— No oczywiście! Mogliśmy się domyślić od razu. To Sowa Sylwia! Jak co roku zaprasza nas do swojego baobab-domu na herbatkę i wieczorną dyskusję o zagadkach i tajemnicach dżungli!
— I jak co roku wymyśliła przy tym szyfr — roześmiała się Patrycja.
— Szykujemy się? — zapytał Alfred.
— Szykujemy się! — odpowiedziała cała czwórka chórem.
Kuba chwycił kapelusz (i otrzepał go z herbaty), Patrycja wzięła swój notes, Alfred naciągnął charakterystyczną szalikową chustę, a Zofia podniosła głowę ku niebu i powąchała wieczorne powietrze.
— Herbatka u Sylwii czeka — mruknęła z uśmiechem.
Wiecie, jak nazywa siÄ™ ten rodzaj szyfru?
To szyfr książkowy — jeden z najstarszych i najprostszych sposobów na zakodowanie wiadomości. Polega na tym, że nadawca i odbiorca mają tę samą książkę — klucz. Zamiast pisać litery wprost, zapisuje się tylko ich adresy: numer strony i numer litery w danym miejscu na tej stronie. Bez tej konkretnej książki nikt postronny nie odczyta wiadomości. Szyfry książkowe były używane już setki lat temu — przez szpiegów, dyplomatów i wojskowych — a dzisiaj bawią się nimi detektywi… i dzieci, które lubią czytać.
Dobrze, że dzieci lubią czytać książki — mogą się dowiedzieć, jak ułożyć taki prosty szyfr, jeśli mają tę samą książkę co ich przyjaciel. Albo jak rozszyfrować tajemniczą wiadomość, gdy tylko ktoś im podpowie, jakiej księgi szukać!
A jeśli macie już klucz do zagadki, spróbujcie swoich sił na stronie ZAGADKA
