Wyprawa po magiczny liść klonu. Część 1.

Słuchaj na Spotify

Poranek i gimnastyka

Jest 1 września.

Słońce dopiero zaczynało zaglądać przez liście palm i wysokich drzew otaczających domek Zwierząt Detektywów. W dżungli pachniało mokrą trawą, świeżymi liśćmi i ciepłym powietrzem po nocnym deszczu.

Nagle ciszę przerwał donośny ryk lwa.

– Wstawać, śpiochy! Ruszać się, klopsy! Ruchy, kluchy! – ryknął przyjaźnie lew Kuba.

W domku natychmiast zrobiło się głośno. Zwierzęta wyskakiwały z łóżek, poprawiały kołdry i przecierały zaspane oczy. Wiedziały, że to nie będzie zwykły dzień. Czuły, że czeka je jakaś niezwykła przygoda.

Jak każdego ranka, wszyscy wybiegli przed domek na poranną gimnastykę. Zwierzęta Detektywi zawsze zaczynali dzień od ćwiczeń. Rozciągali łapy, rozruszali stawy, machali ogonami, uszami, a nawet nosami.

Dzisiaj ćwiczenia prowadził lew Kuba.

– Najpierw ćwiczymy machanie grzywą! W lewo… i w prawo!

Mysz Patrycja nie miała grzywy, więc energicznie machała uszami. Żyrafa Zofia poruszała swoją długą szyją niczym gałęzią na wietrze. Mrówkojad Alfred wymachiwał nosem tak szybko, że prawie strącił liść z pobliskiego krzaka. A lew Kuba z dumą kręcił ogromną grzywą we wszystkie strony.

– Świetnie! – pochwalił ich lew. – Teraz ćwiczymy łapy! Lewa! Prawa! Tylna! Przednia!

Po chwili wszyscy podskakiwali, obracali się i biegali w kółko po plaży.

W końcu lew klasnął łapami.

– A teraz wszyscy biegiem do jeziora!

Przyjaciele z radosnym piskiem wbiegli do wody. Pluskali się, nurkowali i urządzali zawody w robieniu największych fontann. Alfred tak mocno chlapał nosem, że przypadkiem ochlapał papugę Alę, która siedziała na pobliskiej gałęzi.

– Ej! Pióra mi zmokły! – oburzyła się Ala.

– To ćwiczenia wodoodporności! – zaśmiał się Alfred.

Po długiej zabawie lew ogłosił koniec gimnastyki i wszyscy wrócili na plażę.

Zwierzęta otrzepały futra, przebrały się i zabrały za przygotowanie śniadania. Każdy robił swoje ulubione przysmaki.

Lew smażył pachnącego steka.

Patrycja kroiła sery i układała je w równiutkie kosteczki.

Żyrafa Zofia przygotowywała palmowe listki z owocowym sosem.

A Alfred piekł mrówkowe ciasteczka i nucił pod nosem swoją ulubioną melodię.

Kiedy wszystko było gotowe, zwierzęta usiadły przy stole i – jak zwykle – próbowały wymieniać się jedzeniem.

– Kto chce kawałek steka? – zapytał lew.

– Ja nie! – odpowiedziała szybko Zofia.

– A może ciasteczko mrówkowe? – zaproponował Alfred.

Lew spojrzał na nie podejrzliwie.

– Ono się rusza?

– Tylko troszeczkę – odpowiedział Alfred.

Patrycja przytuliła swój talerzyk z serkami.

– Ja zostaję przy serze.

Jak zwykle okazało się, że każdy najbardziej lubi własne jedzenie.

Po śniadaniu zwierzęta posprzątały stół. Tym razem los wybrał Alfreda do mycia naczyń.

– Znowu ja?! – jęknął mrówkojad.

Mimo narzekania szybko zabrał się do pracy. Dzięki swoim zgrabnym pazurkom dokładnie wyszorował talerze i umył je w jeziorze.

Wkrótce wszystko było gotowe.

Łóżka pościelone.

Pokoje wywietrzone.

Zęby umyte.

Nadszedł czas porannego spotkania.

Porady dla mieszkańców dżungli

Codziennie o godzinie dziewiątej, Zwierzęta Detektywi siadali przy dużym stole przed domkiem. Wtedy mieszkańcy dżungli przychodzili po rady albo prosili o pomoc w rozwiązaniu różnych problemów.

Jednak dzisiaj wszyscy czuli, że wydarzy się coś wyjątkowego.

Nawet papuga Ala wyszła wcześniej ze swojej kryjówki pod blachą falistą. Pominęła gimnastykę i śniadanie, bo – jak twierdziła – ziarno można jeść o każdej porze.

Siedziała teraz na balustradzie i uważnie obserwowała drogę prowadzącą do bramy.

Po chwili rozległo się pukanie.

– Idę otworzyć! – powiedziała Zofia.

Żyrafa uchyliła bramę i wszyscy zobaczyli niezwykłego gościa.

Do środka wszedł świstak w eleganckim stroju. Miał mały kapelusz, błyszczące buty i skórzaną teczkę. Tuż za nim dreptał mały świstaczek niosący saszetkę z przyborami do pielęgnacji sierści.

Gość podszedł do stołu pewnym krokiem, usiadł i poprawił wąsy.

Mały pomocnik natychmiast podał mu saszetkę.

Świstak wyjął szczoteczkę, wygładził futerko, rozczesał wąsiki, poprawił brwi i dopiero wtedy odetchnął z zadowoleniem. Następnie zdjął kapelusz i – nie znajdując lepszego miejsca – położył go na głowie swojego małego pomocnika.

– Dzień dobry, detektywi – powiedział uprzejmie. – Nazywam się Świ.

– Świ? – zdziwiła się Zofia.

– Pełne imię brzmi Świszczysław – wyjaśnił świstak. – Ale wszyscy mówią do mnie Świ.

Patrycja poprawiła okulary.

– W czym możemy pomóc?

Świ spoważniał.

– Przybywam ze Stowarzyszenia Świstaków. Potrzebujemy pomocy. W naszej krainie wydarzyło się coś bardzo dziwnego.

Wszystkie zwierzęta natychmiast ucichły.

– Każdy świstak, który przejdzie przez wodę albo mokrą trawę, dostaje różowych łap – ciągnął Świ. – Na początku myśleliśmy, że ktoś zabarwił wodę. Potem podejrzewaliśmy piasek. Ale problem pojawia się wszędzie.

– Różowe łapy? – zdziwił się Alfred.

– Tak. I nie wiemy dlaczego.

Świ westchnął ciężko.

– Dopiero najstarszy świstak przypomniał sobie legendę zapisaną w Wielkiej Księdze Mądrości.

Wokół stołu zrobiło się cicho.

– Raz na sto lat drzewo, które od pokoleń rośnie w naszej krainie, zaczyna wypuszczać tajemniczy sok. Sok paruje i unosi się w powietrzu. Świstaki go wdychają, a wtedy ich łapy zaczynają dziwnie reagować na wodę.

– Dlatego robią się różowe? – zapytała Patrycja.

– Właśnie tak.

– Da się to zatrzymać? – spytał lew Kuba.

Na twarzy Świ pojawiła się nadzieja.

– Tak. Istnieje sposób. Drzewo trzeba podlać eliksirem przygotowanym z liścia klonu.

– To chyba proste? – odezwał się Alfred.

Świ pokręcił głową.

– Ten klon rośnie tylko w świecie ludzi.

Przy stole zapadła cisza.

– W świecie ludzi?! – powtórzyła Ala.

– Tak. W wielkim parku za portalem między światami. Aby zdobyć liść, potrzeba grupy śmiałków. Muszą przejść przez rzekę, polanę i jezioro. Potem wspiąć się na góry, odnaleźć portal i przejść do ludzkiego świata.

– A później? – zapytała Zofia.

– Muszą znaleźć sposób, by szybko dotrzeć do klonu. Zdobyć liść i wrócić, zanim zwiędnie. Na wszystko mają tylko sześć godzin.

– To bardzo mało czasu – mruknął lew.

– Próbowaliśmy znaleźć ochotników wśród świstaków – powiedział Świ. – Ale nikt nie potrafił przejść całej trasy. Wiele stworzeń mówiło nam o Zwierzętach Detektywach. A kiedy dotarliśmy do waszej krainy, mądra sowa powiedziała, że tylko wy możecie wykonać tę misję.

Zwierzęta słuchały z ogromnym zaciekawieniem.

Dawno nie miały tak ważnego zadania.

Ostatnia wyprawa dotyczyła poszukiwania magicznego pióra, ale podróż do świata ludzi wydawała się znacznie bardziej niebezpieczna.

Wszyscy spojrzeli po sobie.

Alfred przełknął ślinę.

– Najpierw zjem ciasteczko… a potem ustalimy plan.

Patrycja otworzyła swoją mądrą księgę i zaczęła szybko przewracać strony. Czytała w skupieniu tak długo, że nikt nie odważył się odezwać.

Tylko Zofia powiedziała spokojnie:

– Kolejna misja. Kolejna przygoda. Musimy się przygotować i ruszać.

Po chwili dodała:

– To nie będzie łatwa wyprawa. Będzie wymagała odwagi, szybkości i sprytu.

Wszyscy zamilkli i spojrzeli na Patrycję.

Mysz w końcu zamknęła księgę, poprawiła okulary i wzięła głęboki oddech.

– Znalazłam odpowiedni fragment – powiedziała. – Moja prapraprababcia opowiadała o drużynie śmiałków, która kiedyś zdobyła liść klonu i uratowała wiele zwierząt. To znaczy, że ta misja jest możliwa.

Świ aż podskoczył z radości.

– Hura! Hura!

Mały świstaczek również zaczął skakać.

– Jesteśmy uratowani!

Lew Kuba wstał i powiedział poważnym głosem:

– Wyruszamy jeszcze dzisiaj.

Świ szybko wyciągnął mapę.

– Czy macie plan waszej krainy? Muszę pokazać wam miejsce, w którym otworzył się portal.

– Oczywiście – odpowiedziała Patrycja.

Rozłożyła wielki arkusz na stole.

Świ wskazał łapą odległy rejon między górami.

– Tutaj zaczyna się wasza wyprawa.

Początek wyprawy

Zwierzęta natychmiast rozpoczęły przygotowania.

Pakowały plecaki, sprawdzały zapasy i obliczały czas potrzebny na podróż. Patrycja rysowała trasę na mapie, Alfred przygotowywał przekąski, a Zofia pilnowała, żeby nikt o niczym nie zapomniał.

Tym razem przyjaciele ruszyli leśnymi rowerkami. Portal znajdował się daleko za dżunglą, w górach, do których prowadziła wąska i trudna trasa.

Wiatr szumiał między drzewami, gdy drużyna pędziła przez palmowy las. Ścieżki były kręte i pełne korzeni, dlatego większe pojazdy nie mogłyby tamtędy przejechać.

Po pewnym czasie przyjaciele dotarli do miejsca, gdzie kończyła się droga.

Przed nimi zaczynał się stary, gęsty las prowadzący w stronę gór.

Detektywi zostawili rowerki przy wielkim kamieniu i dalej ruszyli pieszo.

Im głębiej wchodzili do lasu, tym robiło się ciemniej. Korzenie wystawały spod ziemi, a gałęzie splatały się wysoko nad ich głowami.

Mimo zmęczenia nikt się nie zatrzymywał.

Wszyscy wiedzieli, że muszą dotrzeć do portalu na czas.

W końcu wyszli z gęstwiny i dotarli na szeroką polanę otoczoną górami.

Patrycja rozłożyła mapę.

– Portal znajduje się pomiędzy tymi górami – powiedziała. – Ale jest jeden problem.

– Jaki? – spytał Alfred.

– Do portalu można dostać się tylko lotnią.

Wszyscy spojrzeli w stronę wysokich szczytów.

Daleko między nimi migotało tajemnicze światło.

– Portal przenosi tylko jedną osobę – wyjaśniła Patrycja. – Reszta musi zostać tutaj i odebrać liść po powrocie.

Zwierzęta zamilkły.

Nie była to łatwa decyzja.

W końcu postanowili przeprowadzić losowanie.

Los wskazał Patrycję.

Mysz spojrzała na przyjaciół i poprawiła okulary.

– Dam radę – powiedziała cicho.

Przygotowania trwały jeszcze wiele godzin. Zwierzęta sprawdzały lotnię, mocowały liny i obserwowały wiatr.

Wreszcie nadszedł odpowiedni moment.

Patrycja rozpędziła się i wzbiła w powietrze.

Przyjaciele patrzyli, jak szybuje coraz wyżej i wyżej w stronę migoczącego portalu zawieszonego między górami.

To był niezwykle emocjonujący moment.

Ale Zwierzęta Detektywi byli gotowi na kolejne wyzwania.

I tak kończy się pierwsza część naszej historii.

W drugiej części okaże się, czy Patrycja odnajdzie liść klonu i zdąży wrócić przed upływem sześciu godzin.Jest 1 września.
Zwierzęta budzą się i wybiegają na gimnastykę.
Zawsze poranki rozpoczynają od ćwiczeń – rozruszania kości, stawów, ogonów, uszu, a nawet nosa. Dzisiaj gimnastykę prowadzi lew.

📖 Masz ochotę poczytać te opowiadania dziecku z prawdziwej książki?
Zajrzyj do naszego sklepu!

🎁 Teraz z kodem KUBA – wysyłka do paczkomatu gratis.

Zwierzęta Detektywi - książka z opowiadaniami dla dzieci - wydanie 3 w twardej oprawie
Zwierzęta Detektywi - książka z opowiadaniami dla dzieci - wydanie 3 w twardej oprawie 59,00